Ogromny hype, kampania reklamowa aż wrzała od ochów i achów, wyczuwalny na kilometr powrót Bioware w stylu nieśmiertelnego Baldur's Gate ... - nikt nie widział innej opcji, niż pewny sukces na miarę wymienionego klasyka. W końcu premiera, minimum 50 godzin intensywnej rozgrywki i czas przemyśleń. Przemyśleń zgoła odmiennych od początkowych przekonań … początkowych? Z podtytułem trafiono w sedno. Zwłaszcza, jeśli sięgniemy pamięcią po zapewnienia twórców o olbrzymiej rozbudowie nieliniowej fabuły. I faktycznie, wszystko to kończy się wraz z początkiem, by później przenieść nas w solidną, lecz pozbawioną nieliniowości na szeroką skalę rozgrywkę. Klasyk w stylu Baldur's Gate? Zdecydowanie przegadany slogan. Solidny RPG na miarę Bioware? Jak najbardziej. No i rozwścieczyli bestię |
Początek… rozpoczyna się imponująco. Najpierw wybieramy naszego bohatera spośród kilku ras: krasnoludy, ludzie oraz elfy, które dodatkowo różnią się pochodzeniem (arystokrata, chłop, czy też mag). Do tego dochodzą jeszcze profesje: wojownik, magik oraz złodziej, a następnie możliwość wykreowania bohatera według własnych preferencji. Początek jest o tyle istotny, że od naszego wyboru decydować będzie miejsce rozpoczęcia przygody, jak również stosunek napotykanych postaci do naszej osoby. Biorąc pod uwagę ilość możliwości już na starcie, w pierwszej chwili chce się wykrzyknąć: w końcu! Wystarczy jednak kilka godzin na obadanie poszczególnych wyborów by stwierdzić, że na Początku się kończy. W dalszej części gry, niezależnie od wyboru klasy czy miejsca startu, zawsze sprowadzeni jesteśmy do jednego konkretnego celu, by dalej już podążać jedną linią fabularną. Trzeba przyznać, że ekipa z Bioware to nieźli spryciarze. Szkoda tylko, że nabierając w ten sposób rzesze fanów, mocno stracili w moich oczach i już w tym miejscu ocena musi być niższa niż 9.
Jak to w końcu jest z tą nieliniowością? Oczywiście z napotykanymi osobami możemy kończyć rozmowę na różne sposoby. Możliwości dialogowe są jednak mocno ograniczone i na dobrą sprawę niewiele się od siebie różnią. I nawet gdybym chciał przymknąć na to oko to i tak nie mogę, skoro z czasem wychodzi, że w zależności od podjętej decyzji i tak wszystko dzieje się swoim torem. Nasz wybór jest mało istotny z punktu widzenia popychanych do przodu wydarzeń, zaś te, które są widoczne, nie mają wiele wspólnego z wątkiem głównym. Fajną opcją są losowe spotkania w zależności od wybranej lokacji - raz natrafimy na ukryty quest, innym razem znajdziemy ciekawe osoby od których możemy zdobyć (bądź kupić) unikatowy przedmiot, czy nawet natknąć się na hordę oprychów, którym radośnie ukrócimy męki. Losowość ta jednak w żaden sposób nie wpływa na nieliniowość fabularną o której przecież tyle trąbiono.
Spalić i zniszczyć |
Inaczej sprawa wygląda z naszą drużyną, gdzie każdy z bohaterów ma swój specyficzny charakter i tajemnice. Możemy wdawać się z nimi w interakcje, oni zaś mogą mieć do nas różny stosunek w zależności od podejmowanych decyzji. Na długo przed premierą mówiło się także o seksie i owszem, możemy oddawać się cielesnym rozkoszom z postaciami z drużyny. Napaleńcy niech jednak nie oczekują zbyt wiele - cenzura czuwa, a i jasnym wydaje się, że był to tylko prosty i niekoniecznie potrzebny szum marketingowy skłaniających do zakupu.
Mocną stroną wydaje się fabuła, która skupia na terenie królestwa walkę pomiędzy Szarymi Strażnikami (to my) a Mrocznym Pomiotem, na który składają się rozmaite rasy w celu podbicia wspomnianego królestwa. W jakim celu? Sądziłem, że wraz z postępem rozgrywki wątek ten będzie bardzo mocno wyeksponowany, jednak i tu odczułem srogi zawód. To niestety kolejny problem Bioware każący twierdzić, że fabuła jest całkowicie pozbawiona wyrazu.
nie przypadła mi ta gra
do gustu. Wolę gry w stylu Morrowind czy Oblivion
13
Mistrz