Narastające z każdym dniem oczekiwanie, szum medialny i bezustanne wywody towarzyszące coraz bliższej premierze, dały nam bardzo klarowny obraz nadchodzącej, piątej części Resident Evil. Demo już na dobre zadomowiło się na PS STORE, by z impetem przygrzać zarówno upalnym klimatem tej pozycji, jak i duszną atmosferą pozostawianych zwłok, nagminnie ciągnących się za Shevą i Chrisem.
W jakim kierunku podążyła seria wie już właściwie każdy. Pominę zatem dywagacje o wyższości starej szkoły, czy ewidentne odcięcie się od etykiety Survival - Horror. Zamiast tego spróbuję przedstawić swoje odczucia związane z dwiema krótkimi lokacjami, mającymi wystarczyć nienasyconym rzeźnikom do marca.
Menu główne prócz standardowych opcji zawiera 3 tryby rozgrywki: Single Player, a także Multiplayer offline oraz online. Już na starcie wita nas znajome prowadzenie rozgrywki w stylu RE 4, a także nasza towarzyszka Sheva, niejednokrotnie dodająca nie tylko otuchy po celnym wymierzeniu headshota wieśniakowi z łopatą, ale i poprzez wsparcie uzbrojeniem czy herbami. System kooperacji polega tutaj na prostym wydawaniu komend w stylu „chodź za mną”, „pomóż mi”, czy „daj mi to co zapragnę bo muszę wystrzelić z lufy”. Wszystko fajnie, ale już na tym etapie rzuca się w oczy sztuczne zachowanie Shevy. Zostawmy naszych bohaterów na chwilę w spokoju, a zobaczymy jak panna gapi się gdzieś sterylnie w jeden punkt, jakby odchodziła w niebyt po przedawkowaniu prochem. Chris wygląda już znacznie lepiej. Widać wyraźnie każdy element uzbrojenia, napięte mięśnie, czy zawodowo chłodne spojrzenie. Nie zmienia to jednak faktu, że ulotnił się w nim gdzieś ten mroczny design obecny w pierwowzorach.
Nic zresztą dziwnego, skoro grafika wchodzi bez kolejki na najwyższą półkę. W trakcie eksploracji poszczególnych odcinków danej lokacji nie doznałem wprawdzie niekontrolowanych wydaleń moczu, daleki byłem także od rozdziawienia ust do podłogi. Przyznać jednak trzeba, że szczegóły takie jak dekapitacja świrów za pomocą shotguna, rutynowy strzał w beczkę, po której następuje solidna eksplozja, każąca wić się z bólu oprychom, czy po prostu nic nie znaczące smaczki w stylu rozbitej szyby, kupy gruzu oraz elementy piły łańcuchowej w trybie ON, zasługują na szacun i pocałunek w zewnętrzną część dłoni.
Wciąż zaskakiwani jesteśmy salwami nietuzinkowych akcji zahipnotyzowanych „zombi”. Potulne, głupie, agresywne, czy potrafiące zajść z najróżniejszych stron pomimo pozornego bezpieczeństwa oferowanego przez „4 spusty” - wszystko da się w tym świecie obejść i właściwie nigdy nie jesteśmy bezpieczni. Jest to jednak zupełnie inny rodzaj schizy, co wynika z pójścia stricte w kierunku survivalu. Skoro już zatem Capcom obrało tą drogę, to dlaczego elementy odpowiedzialne za strzelaninę wciąż pozostawiają wiele do życzenia? Brak możliwości chodzenia i precyzyjnego sterowania w obecnych czasach jest przynajmniej żenująca. Skoro już o namierzaniu mowa, to i ten element od czasów RE4 został nietknięty. Ja rozumiem, że z jednej strony uwarunkowane jest to specyficzną kamerą, ale zastosowanie patentu z cienkim celownikiem każe mi sądzić, że niektóre elementy gameplayu nie zostały nawet omawiane przed jej tworzeniem.
Obydwie miejscówki da się zaliczyć w ok. 10 minut. W każdej też mamy dwóch mocniejszych przeciwników - Kat suwający się jak na kacu, pragnący poczęstować kosą naszą głowę nie patrząc na otoczenie, czy kolegów z drużyny. Drugi zaś bawi się piłą, którą nie krępuje się zapoznać z naszymi wnętrznościami. Ich design malujący na twarzy kolokwialny patoschiz wyszedł tu bez zarzutów. Smaczku dodają znane już „momenty krytyczne”, w których możemy zarówno ocalić siebie, partnerkę, jak i zostać ocalonym. Jeśli pełna wersja podążać będzie bardziej intensywnie wyznaczonym szlakiem niż demo, to dostaniemy najbardziej okrutny survival tego roku.
Standardowo już nie zabraknie rozmaitych broni, herbów, sprayów, czy też możliwości udzielenia pomocy np. w trakcie wskoczenia na niedostępną dla jednej osoby drabinę, bądź skrawek dachu. Co także miło nastraja do walki, to dobrze oddana fizyka postaci, efektów świetlnych oraz interakcji z otoczeniem. To ostatnie wprawdzie zasługuje na poprawę - zwłaszcza w miejscach w których jedno pociągnięcie nożem rozwala drzwi w taki sposób, jakby były potraktowane z buta - jednak jest ciekawym elementem, pozwalającym na oderwanie się od rutyny i bardziej kreatywne akcje z padliną.
Jak sobie radzi multi? Bardzo średnio, nawet przy obecności dwóch kumatych graczy. Zastrzeżenia idą w kierunku widoczności na podzielonym ekranie, który nie rozciąga się na całą długość odbiornika. Osobiście nie nastawiam się na sukces tego trybu, jednak popykać ze znajomym czasem można. Na tą chwilę jednak szału nie stwierdzono.
Sukces Resident Evil 5 już od dawna unosi się w powietrzu. Jedna z najlepszych, krwawych strzelanin obecnego roku? Z pewnością dostanie szansę o walkę na podium. W żadnym jednak wypadku nie należy ją uznawać przez pryzmat poprzedników, z czym też walczy skutecznie już po raz drugi. Pozostaje zatem poczekać do marca, licząc na spójną fabułę, porządny ost i krwawą jatkę, dającą upust w nadnerczach niejednym fizolom. Nie widzę tu rewolucji w temacie, co nie zmienia faktu, że nadchodzący miesiąc szykuje przed nami sporą ilość zgnilizny w najkrwawszym obecnie wydaniu.
Ocena wstępna: 8,3