Recenzja gry
Recenzja napisana przez Allusel -- 08-06-2009, 12:24
Pięć lat minęło od premiery The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay. To doskonały czas, aby pomyśleć o kontynuacji, dodatkach i wszystkich tych elementach, które przypomną człowiekowi o tym, w co warto grać. Pamiętam doskonale, że w 2004 roku, pierwszy Riddick narobił sporo zamieszania na rynku i zaskarbił sobie uwielbienie wielu graczy. Ich miłość została wystawiona na ciężką próbę, gdyż kazano im czekać aż tyle lat, ale w końcu dowiedzieli się co dalej…
Dalej jest The Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena, czyli gra, która nie od początku miała nią być, gdyż planowano jedynie dodatek. Jednak w trakcie prac okazało się, iż akcja rozwija się tak znakomicie, że urósł już z tego kandydat na pełnowartościowy sequel, który może żyć własnym życiem, a na dodatek będzie pretekstem do przypomnienia światu o pierwszej części.
Finałem jest pudełko zawierające płytę, na której zamieszczono dwie gry. Jest to bardzo sympatyczny podarunek ze strony producenta, zwłaszcza że Escape from Butcher Bay przeszło gruntowny lifting i teraz pozwala uruchamiać się w jakości HD. Nie odmówiłem więc sobie ponownego przejścia pierwszej części, co znakomicie wkręciło mnie w klimat, a dopiero później zasiadłem do kontynuacji i to właśnie o niej dzisiaj przeczytacie.
Riddick jak zawsze musi uciekać, tym razem z pokładu statku kosmicznego Dark Athena. Nie nastawiajcie się jednak na wielogodzinne zmagania z przeciwnikami i zagadkami. W sumie grę można spokojnie skończyć w około 6 godzin. Ja poświeciłem na to nieco więcej czasu, gdyż z racji przygotowań do recenzji, chciałem pooglądać jak najwięcej elementów. Jednak „normalny” gracz, bez większego wysiłku, szybciutko upora się z fabułą Assault on Dark Athena.
Największą bolączką gry jest monotonia. Mimo, iż jest ona krótka, to i tak potrafi przynudzić. O ile wśród napotykanych przeciwników panuje względna różnorodność, gdyż mamy tu garstkę ludzi, jakieś mechy oraz całe stado robotów, to lokacje są prawdziwym mistrzostwem świata w podobieństwie. Jeśli po Dark Athenie miałyby wędrować wycieczki, to wystarczyłoby pokazywać im dwa, no może trzy pomieszczenia i na tym koniec. Reszta jest do nich tak łudząco podobna, że czasami zastanawiałem się, czy gdzieś nie błądzę. Nie pokuszono się o najmniejsze uatrakcyjnienie przemierzanych lokacji – ok., rozumiem, że przebywamy wewnątrz statku kosmicznego, ale chyba i tak można było jakoś osłodzić życie grającym. Choćby drobnymi detalami…
Na szczęście nudne otoczenie rekompensuje solidny gameplay, stawiający bardzo mocno na działanie z ukrycia i skradanie. Bardzo efektownie rozwiązano wykańczanie przeciwników, atakowanych z zaskoczenia, od tyłu. Jednak dla przeciwwagi schrzaniono SI wirtualnych oponentów, gdyż wielokrotnie zdarza się, że stojący nieopodal wojak nie dostrzega jak metr dalej mordowany jest jego kumpel. Na dodatek są obszary na planszach, dające nam przewagę. Okazuje się bowiem, że przeciwnicy nie potrafią wgramolić się na niektóre, znajdujące się wyżej miejsca. Dzięki temu otrzymujemy szansę na ucieczkę w celu podreperowania nadszarpniętej energii. Mimo tych wpadek, sama walka jest bardzo efektowna. Zwłaszcza gdy dochodzi do starć w zwarciu. W ruch idą wtedy słynne zakrzywione ostrza i krew leje się wiadrami.
Mniej więcej od połowy rozgrywki, częściej używamy broni palnej. Muszę przyznać, że zastosowane tu rozwiązania nie bardzo przypadły mi do gustu. Po pierwsze arsenał jest skromny – jest niewiele zmian w stosunku do poprzedniej części. Co więcej pojawia się S.C.A.R Gun, który to o zgrozo ma nielimitowaną amunicję, więc możemy masakrować przeciwnika gradem pocisków. Dzięki temu zdecydowanie zmienia się klimat rozgrywki i Dark Athena staje się bardziej strzelanką, a to już niestety nie bardzo mi odpowiada.
Ciekawie załatwiono temat ukrywania się przed ostrzałem wroga. Nie ma tu popularnego ostatnio systemu chowania się za przeszkodami – powrócono do nieco starszego „przyklejania” się do osłon i wychylania, które sprawdziło się tutaj znakomicie.
Bardzo żałuję, że nie pomyślano o powiększeniu arsenału ruchów, jakimi dysponuje główny bohater. Co prawda przybyła opcja wykorzystywania ciał zabitych przeciwników jako osłon, ale można było pokusić się o zdecydowanie więcej.
Assault on Dark Athena została wyposażona w możliwość wieloosobowej rozgrywki online, ale już pierwsze spojrzenie na tę opcję udowadnia, że została ona dodana całkowicie “na boku” i nikt nie przywiązywał do tego aspektu większej uwagi w trakcie produkcji. W zasadzie spokojnie można przejść koło tego bez komentarza, ale z recenzenckiego obowiązku, napiszę kilka słów. To co w tym wypadku zmuszeni jesteśmy nazywać multiplayerem, to ledwie klika trybów i map, na których jednocześnie może przebywać do 12 grających. Niestety serwery są praktycznie puste i niezmiernie trudno znaleźć kompanów do wspólnego postrzelania się. Zapomnijcie również o jakiejkolwiek otoczce, towarzyszącej zazwyczaj rozgrywkom sieciowym, czy jakimś szerzej rozumianym community. Niczego takiego tutaj nie znajdziecie. W zasadzie jedynym, przyciągającym na dłużej, trybem gry jest Pitch Black, polegający na tym, że gracz wciela się w Riddicka, a jego przeciwnicy odgrywają rolę najemników, tropiących uciekiniera. Niestety jedynym sensownym trybem gry i całkowitym brakiem zaangażowania ze strony producentów, trudno sprawić, aby do MP waliły tłumy. Spowoduje to, że każdy kupujący grę zaliczy singla, a wielu pewnie też pierwszą część i na tym koniec.
Ogólnie rzecz ujmując nowy Riddick nie jest przyjazny poszukiwaczom kolejnych punkcików, powodujących wzrost levelu. Chwała producentom za to, że w trofea wyposażono także pierwszą część, ale jest ich bardzo mało. Przyglądając się multiplayerowi nie potrafię zrozumieć dlaczego przydzielono mu ich tak wiele.
Jeśli chodzi o audio – wideo, to muszę powiedzieć, że na dobre odczucia zapracowuje głównie dźwięk. Jest tak ponieważ przede wszystkim znakomicie zgrano warstwę dialogową. Trzeba przyznać, że dobór aktorów jest tutaj wręcz genialny, czego efektem są wiarygodne głosy, rzetelnie odgrywające swoje kwestie. Druga sprawa to bezbłędnie dobrana i zestrojona z akcją muzyka oraz wspaniałe efekty dźwiękowe. Jako całość – audio jest wedle mojej oceny wzorcowe i powinno być ustawiane na półce z napisem „Tak robić dźwięk w grach”
Niestety podobnego entuzjazmu nie była w stanie wykrzesać we mnie grafika. W stosunku do pierwowzoru nie ma w zasadzie większego skoku jakościowego. Opisywane już wcześniej „kserowane” lokacje i takie sobie pozostałe elementy, sprawiają że całokształt wypada przeciętnie. Wydaje mi się, że grafikę ratuje charakterystyczny riddickowy klimat, ale to nie jest oczywiście zasługą Dark Atheny.
Podsumowanie powyższej recenzji będzie mimo wszystko optymistyczne, ale mam wrażenie, że przysłużył się temu fakt, że nową wersję przygód Riddicka wzbogacono o pierwszą część gry i to ona zachęci wielu do zakupu. Prawda jest taka, że udało się ją bardzo fajnie podrasować i warto się nią zainteresować, nawet jeśli już graliście. W stosunku do The Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena mam mieszane odczucia, ale raczej widziałbym tę grę jako dodatkowy epizod czy rozszerzenie (tak jak początkowo planowano), gdyż na miano samodzielnej kontynuacji, tak znakomitej poprzedniczki, zwyczajnie nie zasługuje. Niemniej jednak, patrząc na to wydanie całościowo, zachęcam do zakupu, bo jest okazja na poznanie prawdziwej klasyki uzupełnionej o dodatkowe elementy i fabułę wnoszoną przez kontynuację.
Ocena redakcji
Ocena grafiki:
Ocena muzyki:
Ocena grywalności:
Ocena ogólna:
hmm
Tę grę przeszedłem jakiś czas temu, gdy została dodana do któregoś numeru Cd-Action. Wciągająca, mroczna, fajnie oddano klimat więzienia. Warto zagrać, bo gra bardzo dobra. Polecam
13
Mistrz