Na wieść o nadchodzącym WWE Legends of Wrestlemania poczułem, jak budzi się we mnie fanboy'owska zajawka na punkcie wrestlingu sprzed lat. Tym razem miało być zupełnie inaczej, co też sugerowały wstępne oględziny demka. I faktycznie, najnowsza część odcina się od poprzednich Smackdownów, oferując nam wycieczkę w odległą przeszłość, do złotych czasów federacji WWF, święcącej triumfy na przełomie lat 80 i 90. Już sam początek zabawy - o czym wspomniałem w poprzednim artykule - szybko sprawi, że poczujemy się jak ryba w wodzie, co nie dziwi, gdyż twórcy stanęli na wysokości zadania, przedstawiając całe widowisko w formie retrospekcji. Skupmy się jednak na głównych zarzutach stawianych w demo teście, gdyż gra nie zapowiadała się na produkt z najwyżej półki. Miała przede wszystkim zadowolić fanów. Czy udźwignęła zatem ciężar swojego tytułu?
Mając za sobą kilkanaście godzin z pełną wersją muszę niestety w tym miejscu być bardziej surowszy. Gra odchodząc od systemu walk ze Smackdowna, wyraźnie na tym traci. Samo wykonywanie różnorodnych kombinacji zostało ograniczone do minimum, promieniejąc uśmiechem w kierunku mniej zaawansowanych miłośników bijatyk. Największym zarzutem jest mało precyzyjny system reversali, przez które szybciej tracimy pasek energii. Standardowe zaś ciosy zostały rozmieszczone według schematu przycisk + kierunek, do czego doliczyć można jeszcze odbijanie przeciwnika bądź samego siebie od linek oraz używanie przedmiotów w celu szybszego nokautu. Tutaj też dochodzi dość "tani" sposób na łatwe zwycięstwo, składające się do bezmyślnego okładania wrestlerów pięściami, którzy w dość krótkim czasie ledwo słaniają się na nogach. Żeby nie było wątpliwości - zarzuty te są kierowane na tle porównań do Smackdowna oraz według mnie do dziś zdecydowanego lidera na rynku WWF Warzone, mającego swoją premierę jeszcze na PSXie.
Nie znaczy to jednak, że uboższy system z góry przekreśla tą pozycję. Warunek jednak musi być jeden - trzeba być fanem WWF, żeby docenić ten produkt. Zanim jednak wspomnę o zaletach, nie mogę odpuścić oprawie wizualnej. Już wcześniej miałem spore zastrzeżenia do widowni, składającej się do ostro rażących po oczach bitmapach, co w dzisiejszej dobie nie ma prawa mieć miejsca. W pełnej wersji zaś wciąż są wszechobecne, co każe mi sądzić, że ekipa zdecydowanie za szybko wydała tą grę. Co zaś z modelami poszczególnych wrestlerów? Te na dłuższą metę wydają się nieco zbyt "plastikowe", jednak dość wiernie odwzorowują rzeczywiste odpowiedniki.
Przed przypomnieniem trybów rozgrywki należy jeszcze dorzucić możliwość tworzenia własnego zawodnika wraz z przypisaniem dla niego i nauką różnorodnych technik. Te zaś zostały praktycznie żywcem wyciągnięte ze Smackdowna, przez co po raz kolejny razi irytujące doczytywanie poszczególnych elementów. W dobie możliwości dzisiejszych konsol nie nastraja to optymistycznie każdego fana lubującego się w kreatywym eksperymentowaniu z grą.
Wystarczy jednak tych wad, gdyż gra posiada także kilka asów w rękawie, gwarantując nieskrępowaną zabawę w świecie słynnych gwiazd. Jak już pisałem, dostaniemy tu ogromną paletę wrestlerów, święcących triumy na przełomie lat 80/90 w federacji WWF (dziś federacja istnieje pod nazwą World Wrestling Entertainment stąd aktualna nazwa gry). Legends of Wrestlemania - co najważniejsze - wręcz ocieka klimatem tamtych lat, pozwalając własnorecznie pokierować historią.
Najważniejszym trybem jest tu Wrestlemania Tour, który składa się na historyczne walki wybranych wrestlerów. Widać, że włożono w niego najwięcej pracy, dzięki czemu prócz możliwości wcielenia się w fighterów, będziemy mogli oglądnąć najciekawsze urywki filmowe poprzedzające tamte wydarzenia. Jak dla mnie zabieg ten jest bardzo dobrą zagrywką, gdyż pozwala na szybie przypomnienie najważniejszych gali, których z zamiłowaniem oglądało się w telewizji. Po wybraniu danej walki, dostajemy na dokładkę szereg zadań do wykonania, takich jak znokautowanie odpowiednią techniką, bądź użycie finishera. Co ciekawe, sami możemy zmienić bieg historii, nie dopuszczając do wygranej, która w rzeczywistości miała miejsce. Trybów tych jest ogromna ilość, co z pewnością ucieszy także wszystkich łowców trophies.
Tutaj dochodzi jeszcze jedna ciekawostka zaimplementowana przez twórców, pozwalająca na importowanie do gry postaci z WWE Smackdown VS RAW 2009, co z pewnością ucieszy największych sympatyków, rozszerzając im możliwości zabawy zawodnikami walczącymi aktualnie w federacji.
Od strony dźwiękowej wciąż jest bez zastrzeżeń. Utwory są w pełni zlicencjonowane, co pozwala nam odsłuchać oryginalne utwory przygrywające w trakcie wejścia na ring. Dodając do tego wszelkie możliwe smaczki, jak wierne odwzorowanie ruchów, gestykulacji, czy wejść na ring, nadaje grze potężnej dawki klimatu, którą bez wątpienia docenią najwięksi sympatycy tej dyscypliny.
WWE Legends of Wrestlemania jest grą skierowaną do wąskiego grona odbiorców i tylko oni mogą docenić jej prawdziwe oblicze (choć z drugiej strony na popularność w USA i Japonii dyscyplina narzekać nie może). Nie ukrywam, że sam należałem do tej grupy na przełomie lat 90, przez co odetchnąłem z ulgą na myśl, że ktoś pomyślał o tej grupie sympatyków. Ocena nie może być wyższa od wystawionej przede wszystkim przez wypunktowane już wady, wśród których najbardziej dokuczliwą jest system walki, na dłuższą metę zdecydowanie za prosty. Nie zmienia to jednak faktu, że gra zasługuje na swoją ocenę wyłącznie w kręgu fanów. Pozostałej grupie odbiorczej radzę się zastanowić, gdyż systemowo Smackdown dostarcza jednak większych emocji mimo, że nie utrzymuje tak intensywnego klimatu, jak Legends of Wrestlemania.