Wrestling amerykański z lat 80 i 90 - ze szczególnym uwzględnieniem federacji WWF i WCW - zachował się w sercach milionów widzów. Sporą rolę odgrywała w tym znakomita obsada najlepszych zawodników, do dziś święcących triumfy nie tylko na matach, lecz w ogólnie pojętym show biznesie. To nic, że spora część walk była z góry ustawiana, gdyż kaskaderskie wyczyny wprawiały w osłupienie niejednego sceptyka. Dziś dyscyplina ta straciła sporo na znaczeniu - odeszło sporo gwiazd, inni zostali porozdzielani do mniej znaczących federacji, a na domiar wszystkiego WWF i WCW przestały materialnie istnieć.
Już po krótkim zapoznaniu się WWE Legends of Wrestlemania daje się namacalnie odczuć spory ukłon twórców w kierunku fanów federacji WWF i jej najważniejszych wydarzeń z przełomu lat 80 i 90. To tytuł, który nie tyle ma cieszyć z rozgrywanych meczy, co wiernie odwzorować większość epickich gal. Zadanie dostał konkretnie sprecyzowane i co najważniejsze - z nawiązką spełnia się w swojej roli.
Skupmy się na trybach, które w związku z tym przygotowali dla nas twórcy, a które prezentują się przewybornie. Będziemy mogli pokierować jednym z 40 dostępnych zawodników, walczących w ostatnim dwudziestoleciu poprzedniego wieku. Nie zabraknie oczywiście takich gwiazd jak Hulk Hogan, Andre the Giant, The Rock, Steve Austin, czy Bret Hart. Już zwykła walka w singlu daje ogromną paletę możliwości. Oprócz standardowego meczu na ringu, możemy także dla przykładu zmierzyć się w klatce z użyciem rozmaitych przedmiotów, które bez zbędnej nieśmiałości użyjemy na przeciwniku, czy też walczyć o pas zawieszony na drabinie. Nie zabrakło również opcji stworzenia własnego zawodnika, co z pewnością zadowoli mniej wtajemniczonych w tą dyscyplinę. Możliwości jak widać jest sporo, ale nie to stanowi jeszcze o kwintesencji tego tytułu.
Jednym z najistotniejszych elementów rzutujących na klimat tej gry, są rozmaite smaczki, które bez problemu wychwycą najwięksi fani WWF. Charakterystyczne wejścia na ring Hogena - skierowanie uszu w stronę widowni i napinanie mięśni - to tutaj chleb powszedni. Krzywy grymas i podwyższanie powieki przez The Rocka, czy unikalne wejście na linki z wzniesionymi w górę zaciśniętymi ramionami Steve’a Austina również zostało odwzorowane bez cienia wątpliwości. Każdy wyróżniający się rzut, łamanie, a także finisher kończący walkę cieszy tu oczy niemiłosiernie.
Nie skończyło się na samej różnorodności poszczególnych spotkań. Twórcy postanowili dodać masę trybów zabawy, serwując nam swoisty powrót do przeszłości. Według zapewnień, jednym z najbardziej rozwiniętych trybów, ma być kalendarz prezentujący autentyczne gale, takie jak Wrestlemania, czy Smackdown, na których odbywały się określone starcia między wrestlerami. Wraz z postępem gry, będziemy mieli dostęp do większej liczby eventów, których klimat wręcz wylewa się z ekranu. Po wybraniu odpowiedniego versusa, zostajemy wrzuceni w sam wir wydarzeń z przeszłości, wcielając się w jednego z dwóch zapaśników. Wszystko to poprzedzone jest filmikiem w postaci krótkiej retrospekcji prawdziwych wydarzeń z ringu, by chwilę później przenieść się na parkiet, kreując przy tym historię na nowo - absolutna rewelacja dla każdego fanboya tej dyscypliny!
Dopiero w trakcie spotkania okazuje się, że to dopiero początek euforii towarzyszącej zmaganiom. Każda walka zawiera po kilku warunków do spełnienia, za co dostajemy adekwatny pakiet punktowy. Tu rozwalimy na głowie kolesia krzesło, tam przywalimy mu drabiną, jeszcze gdzie indziej staranujemy jego ciałem stalową klatkę, by w końcu wykonać upragnionego finishera - poszczególnych zadań jak obiecują twórcy będzie zadowalająca liczba, co już teraz mocno daje się we znaki.
Czas, aby spojrzeć na WWE pod nieco trzeźwym kątem, odkładając na bok fanboyowskie zapędy. Pierwszym elementem, za który muszę skarcić Legends of Wrestling, jest warstwa wizualna. Owszem, modele postaci, poszczególne elementy maty, linki, klatki, czy wszelkie „pomoce” w postaci krzeseł bądź stołów są wykonane na poziomie. Cieszą zwłaszcza wyraźnie duże modele postaci, pot charakterystycznie świecący się na plecach, napięte mięśnie, czy indywidualne grymasy na twarzy. Nie rozumiem zatem, jak - zwłaszcza w dzisiejszej dobie - można było na trybuny wrzucić klasyczne bitmapy, nie wspominając już o tym, że praktycznie co drugi rząd obserwujemy te same modele. Osobiście nie należę do osób, dla których oprawa graficzna jest priorytetem rzutującym na ocenę, jednak tutaj wygląda to po prostu brzydko, zaś kontrast niejednokrotnie zakłuwa po oczach.
Oprawa dźwiękowa dla odmiany prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Cieszą przede wszystkim oryginalne utwory odgrywane przy prezentacji zawodników. Odgłosy sędziego w trakcie odliczania do 3, upadek zawodników na matę, czy trzaski stołów po złamaniu przez mdlejącego przeciwnika także nie pozostawiają wątpliwości - elementy te dobrze działają na wyobraźnie, pozwalając zapomnieć o niedogodności graficznej.
Na sam koniec zostawiłem sobie system walki i sterowanie naszym wrestlerem. W przeciwieństwie do kultowego WWF Warzone, jest tu znacznie mniej kombinacji, zaś sterowanie wydaje się bardziej intuicyjne, obierając drogę znanej serii WWF Smackdown. Z podstawowych ciosów, przyporządkowanych do określonych przycisków możemy m.in. rozbujać przeciwnika o linki, bądź sami się od nich odbić wykonując charakterystyczny dla wrestlera cios, uderzać z pięści, kopać, czy też rzucać. Oczywiście właściwości poszczególnych ciosów zmieniają się w zależności od pozycji przeciwnika na ringu. Leżący dla przykładu może już być duszony nogą, kopany, łamany, bądź przy dobrym wietrze wykańczany. W zależności więc od rodzaju spotkania i pozycji, dany przycisk może zaserwować nam olbrzymią gamę cieszących oczy petard. To odnośnie podstawowych technik, gdyż te bardziej zaawansowane zależą już od określonego timingu. Składają się na nie obok zakończeń także reversale, czy blokada ciosu przeciwnika, co jeszcze mocniej uatrakcyjnia zabawę. Kiedy już więc jesteśmy w dogodnej pozycji do ataków specjalnych, na ekranie odpalają się Quick Time Eventy, których poprawne wykonanie zaowocuje uszkodzeniem wroga.
Oczywiście można mieć tutaj zastrzeżenia, co do prostoty systemu - ot na przykład wykończenia u każdego zawodnika wykonamy wciskając 2 przyciski jednocześnie, plus ewentualnie QTE. Należy mieć jednak na względzie fakt, że WWE Legends of Wrestlemania nie miał być w założeniu ambitną bijatyką z rozwiniętym systemem rodem z Tekken DR, czy Street Fighter 4. To przede wszystkim ukłon w stronę fanów tej dyscypliny, którzy z nostalgią patrzą w kierunku lat świetności omawianej tu tematyki. Dla nich największą frajdą powinno być odkrywanie kolejnych archiwalnych gali i własnoręczne wymierzanie sprawiedliwości w skórze swoich herosów z młodzieńczych lat. Dla takich też osób najnowszy WWE jest grą zdecydowanie wartą polecenia. Pozostali gracze raczej nie znajdą tu dla siebie miejsca na dłużej. Jeśli poprawią omawianą oprawę, to fani mogą spodziewać się nowego króla gatunku oraz - kto wie - kolejnej części w podobnej konwencji, tym razem cofającą nas do najlepszych czasów federacji WCW…
Ocena wstępna: 7,0