Są takie dni w życiu gracza, kiedy mamy już dosyć urzekającej fabuły, rozwiązywania zawiłych zagadek logicznych, czy nawet podziwiania ultra realistycznej grafiki w coraz to nowszych produkcjach. Nadchodzi nostalgia, a nam w oczach wyłącza się intensywne myślenie. Prostota, sieczka w mózgu, kilogramy śrutu za pazuchą i radosna, niczym nieskrępowana rozwałka, to jedyna kreatywna opcja przychodząca nam na myśl. Siadamy wtedy wygodnie przed telewizorem, odpalamy PS3 i dochodzimy do wniosku że ...takich gier przecież już nie ma.
Tak było jeszcze do niedawna. Wraz jednak ze stale rozwijającą się popularnością PS Store, developerzy postanowili załatać zwłaszcza te dziury, które szczególnie mocno uderzają w stronę sentymentalnych wspominek. Najpierw przyszła pora na remake Bionic Commando o podtytule Rearmed, który okazał się godnym spadkobiercą oryginału z epoki 8 bitów. Teraz zaś na scenę wkroczył Crash Commando - bezstresowa strzelanina w ujęciu 2d, która sprowadza się wyłącznie do eksterminacji przeciwników za pomocą najwymyślniejszych narzędzi zbrodni. Zapomnij o fabule, czy wodotryskach graficznych na miarę Killzone 2. Po prostu odpal grę, wybierz odpowiednie uzbrojenie i... przeżyj. Czy jesteś gotów, by wsiąść na pokład tej sentymentalnej przejażdżki?
Crash Commando w swoich założeniach jest strzelaniną 2d, w której po wyborze odpowiadającej nam postaci, a następnie dostępnych broni, będziemy musieli wyczyścić planszę z biegających przeciwników, których cel dokładnie pokrywa się z naszym. Na placu boju może zostać tylko jeden bohater, a jeśli wziąć pod uwagę stosunkowo małe areny służące do deatchmatchowych potyczek oraz do 12 śmiałków jednocześnie, to można spodziewać się intensywnej - a przede wszystkim dynamicznej - rzezi na ekranie. I tak też jest w istocie, bowiem gra jest tak skonstruowana, by nawet na moment nie dać nam odsapnąć.
Uzbrojenia jest cała masa - od pistoletów, po shotguny, miotacze ognia, karabiny maszynowe, C4, granaty, na wyrzutniach rakiet kończąc. Oczywiście każdą broń "prowadzi się" inaczej, jednak podstawowa zasada polega na wychyleniu prawej gałki analogowej w kierunku przeciwnika, co zaowocuje namierzeniem, a w rezultacie gradem pocisków. By dodać pikanterii błyskawicznym pojedynkom, nasz hiros wyposażony jest także w jet-pack, pozwalający mu na (ograniczone) unoszenie się w powietrzu, czy to w celu ucieczki, czy też dostania się do wyżej położonych kondygnacji, a następnie podstępnego campienia przeciwników.
Nie zabrakło tu także rozmaitych pojazdów, takich jak jeepy bądź czołgi, które dodatkowo podkręcają rywalizację, a nawet zapasowego celownika, który znacząco ułatwia namierzanie w ferworze walki. Co ważne w przypadku tej gry, to odpowiedni balans zarówno klas postaci (te sprowadzają się raczej do komicznych nazw i designu bohatera), jak i broni, co jest o tyle fajne, że gra nie jest nastawiona na używanie wyłącznie określonych (przegiętych) pukawek - praktycznie każdą można szybko rozprawić się z wrogiem w zależności od miejsca i odległości.
O ile oprawa AV nie robi piorunującego wrażenia, tak już poszczególne elementy zawarte na planszach mogą się podobać. Bazy wojskowe, tropikalne wyspy, opuszczone fabryki, czy połączone mostami futurystyczne kompleksy. Łącznie oddano w nasze ręce 8 map, co z czasem wydaje się skromną liczbą, jednak tutaj dochodzą (prócz wybicia konkurencji) również zadania poboczne, np. wysadzenie w powietrze wyznaczonego miejsca. Podobać się może także animacja żołnierzy w trakcie fragowania, czy też soczysta plama krwi, która zostaje po delikwencie potraktowanym z wyrzutni lub granatnika. Najciekawszym jednak elementem aren jest ich dwupoziomowość. W trakcie rozgrywki wprawdzie możemy poruszać się tylko w 4 strony świata, jednak w określonych miejscach na planszy znajdują się teleporty prowadzące w głąb ekranu, co pozwoli na przejście do kolejnego poziomu, którego niejednokrotne wykorzystanie uratuje nam tyłek. Co ciekawe, plansze są tak skonstruowane, że w tle widać poczynania innych wojaków, którzy walczą na odległym poziomie planszy. Robi wrażenie, a przy tym pozwala na odpowiednie podejście do przeciwnika jeśli widzimy, że planuje wtargnąć na nasz teren.
Nie obyło się przy tym bez mankamentów. Gra została stworzona przede wszystkim z myślą o onlinowych potyczkach, tak więc chcąc grać w trybie single player, zabawa ma prawo szybko się znudzić. 16 misji to jednak trochę za mało, a eksterminacja kolejnych botów z czasem zaczyna odpychać. Jeśli to jednak nie stanowi problemu to gwarantuję, że Crash Commando z łatwością wyrwie Wam parę ładnych nocek z życiorysu. Maksymalnie uproszczona, niezwykle rajcująca, a jednak nie dla każdego, a już na pewno nie samotnego gracza. Jeśli Twój gust mieści się w określonej normie, to gra spełni swoje zadanie z nawiązką. W innym wypadku radzę przemyśleć ewentualny zakup, choć dodatkową motywacją może być zapewne implementacja pucharków.
takie gry były dobre na atari czy commodore - ale nie na ps3

Zmieniony 2009-12-26 19:42:48 przez ledobermann.
8
Zaawansowany