II Wojna Światowa skończyła się. Zaskakujące stwierdzenie? To zależy w jakim kontekście zostało sformułowane. Otóż mam na myśli poletko gier. Teraz wszystko powinno się wyjaśnić.
Kojarzone z realiami frontów ostatniej ogólnoświatowej wojny Medal of Honor, zrywa z tym trendem. Owszem, robi to jako ostatnie ze znaczących gier wojennych, ponieważ wcześniej na taki krok zdecydowali się twórcy Call of Duty oraz Battlefielda, jednakże odbyło się to w formie niezwykle odległej od tego co prezentują dwa wspomniane tytuły. O co chodzi?
O fabułę rzecz jasna. Główną osią opowieści jest konflikt w Afganistanie między siłami NATO (choć gramy tylko jako Amerykanie), a Talibami, którzy wspierani są przez czeczeńskie bojówki. Grę promowano udziałem żołnierzy amerykańskich będących w Afganistanie, którzy dzielili się swoimi uwagami odnośnie realiów tego konfliktu. Skutki tych konsultacji są dramatyczne. Tak jak dramatyczny jest ten bezsensowny konflikt, w którym ginie tysiące niewinnych ludzi, setki żołnierzy walczących za obcy kraj. Poznajemy najgorsze oblicze wojny, zżywamy się z bohaterami, których losy przeżywamy przełykając czasem gorzki smak… porażki.
Talibowie działają na swoim terenie. A ten jest górzysty, niespodziewanie zróżnicowany. Otwarte przestrzenie, jaskinie, jamy, strome zbocza ze skałami stanowiącymi osłonę. Wraz z rozwojem akcji, a więc stopniowym poruszaniem się w górę szczytu Amerykanie dostają coraz mniej danych wywiadowczych. Każdy krok może przynieść śmierć z ręki przyczajonego gdzieś wroga. Dysproporcje jakie wprowadza to w działaniach zbrojnych nawet mimo przewagi sprzętowej odczujemy na własnej, naszego bohatera, skórze.
Wcielamy się w trzech amerykańskich żołnierzy, z których każdy jest członkiem konkretnego oddziału. Mamy Rangersów będących w istocie oddziałem szturmowym zdobywającym strategiczne pozycje wroga. Jedna z misji z udziałem Rangersów zapadła mi szczególnie w pamięci. Lądowanie kilku helikopterów transportowych w wąwozie, wyładowanych po brzegi Rangersami początkowo przebiega pomyślnie. Kiedy wszystkie oddziały znalazły się na ziemi z każdej strony zaczęli strzelać Talibowie. Ogólny chaos, krzyki, ginący koledzy, strach budzą w nas niezwykle skrajne emocje. Od smutku aż po gniew. Drugim oddziałem jest słynne Tier-1 składające się z doskonale wyszkolonych komandosów, którzy przedostają się na pozycje wroga likwidując cele po cichu lub na odległość przy pomocy dalekodystansowego karabinu snajperskiego.
Ostatnia jednostka to piloci helikoptera bojowego. Naszym zadaniem jest efektywne, a niejako przy okazji efektowne korzystanie z uzbrojenia Apache'a.
Niejednokrotnie postać, w której ciele jesteśmy obrywa i zostaje wyciągnięta spod gradu kul przez towarzysza broni. Akcja jest dynamiczna, przerywana w decydujących chwilach filmikami z udziałem generała odparzającego tyłek za biurkiem w Pentagonie, który wydaje rozkazy dotyczące naszych bohaterów, które nierzadko są brzemienne skutkach. Niewątpliwie potęguje to niechęć względem dowództwa traktującego żołnierzy jak pionki szachowe.
Mechanika rozgrywki tkwi bardzo mocno w kanonach gatunku. Nie ma tu próby dokładnego symulowania pola bitwy. Postawiono zdecydowanie na zintensyfikowanie wrażeń między innymi poprzez wprowadzenie oskryptowanych sekwencji i liniowego sposobu prowadzenia fabuły. W istocie nasze wybory ograniczają się jedynie do selekcji oręża oraz decyzji, czy misję wykonamy "na Rambo", bądź w bardziej wysublimowany sposób. W grze występuje m.in. napomknięty wcześniej celowniczek w helikopterze, kilka klasycznych misji strzelanych, etap w którym poruszamy się quadem oraz zadania wymagające pełnej dyskrecji. Olbrzymią irytację wywołują chwile, gdy nasz wszechstronnie wyszkolony wojak nie potrafi tak jak jego koledzy wspiąć się na małą półkę skalną przez co musi poczekać aż Ci wyciągną do niego pomocną dłoń. Naprawdę? Tak na siłę trzeba budować więź między kompanami?
 |
Narzędzia eksterminacji wroga są typowe dla realiów w jakich dzieje się historia. Amerykanie mają najnowocześniejsze karabiny maszynowe, samoloty bezzałogowe itp. natomiast nasi adwersarze ograniczają się do kałasznikowów, wyrzutni rakiet, sporadycznie CKM-ów. Od święta rzucą w naszym kierunku granat. Bo to niestety trzeba przyznać inteligencją nie grzeszą. Wybiegają prosto pod ciągły ostrzał, z osłon korzystają raczej z przypadku, mają klapki na oczach przez co widzą obiekty tylko przed sobą. Jeśli jednak zaczną już do Ciebie strzelać będą cały czas doskonale zorientowani gdzie Cię szukać. Inteligencja naszych kompanów też pozostawia wiele do życzenia. Sami sobie nie poradzą, ale też nie zginą bo jakimś cudem kule ich się nie imają. To Ty jesteś podstawowym celem.
Fajna gra powini robic wiecej wojenych gier.
4
Przodownik