Minął rok od pojawienia się Street Fighter IV. Gra sprostała wymaganiom miłośników serii, jednak w dalszym ciągu tylko dla nielicznych pozostaje grą na poważne turniejowe zmagania. I choć więcej osób gra teraz w Tekken 6, to jednak Capcom jest zadowolone z SFIV na tyle, że wzorem SFII (który ma na koncie 8 wersji) postanowiło wydać pierwszy "upgrade" w postaci Super Street Fighter IV. Jest rozwalanie auta |
Cudzysłów nie pojawił się przypadkiem, bowiem Capcom rozpoczęło dojenie kolejnej krowy. SSFIV pomimo kilku poprawek jawi się bardziej jako DLC, który powinien być sprzedawany za grosze, niż odrębny tytuł (nie usprawiedliwia go nawet ustalona cena w dniu premiery na poziomie 120 zł). Jest to na pewno jedna z największych wad nowego tworu Capcom. Pozostałe wiążą się już wyłącznie z kosmetyką, a ponieważ mowa tu o pełnoprawnej części, to i wymagania choć odpowiednio wysokie, nie zostały spełnione jak należy. Skupmy się zatem na tym, co nowego dostajemy na płycie i czy faktycznie zasługuje na miano Super.
Po pierwsze doszło 10 nowych (w tym starzy znajomi z SFII i III) fajterów w stosunku do SFIV, co łącznie daje teraz 35 grywalnych postaci. Ilość zadowalająca, a przez to dająca większy wybór i różnorodność. Znajdziemy tu m.in. znaną ekipę (T.Hawk, Dee Jay, Ibuki, Makoto, Dudley, Adon, Guy, a nawet Cody z Final Fight) oraz nowe postaci, które dość dobrze komponują się ze starą śmietanką (Hakan i Yuri).
Nie zabrakło także bonusów w postaci 5 dodatkowych aren, nowych tauntów dla starych postaci, czy też strojów. Warto także zagłębić się w Arcade Mode (nie trzeba już odkrywać w tym trybie zawodników z SFIV) w celu poznania nieznanych dotąd historii zawodników.
Dostajemy ponadto jeden nowy tryb - Replay Channel, pozwalający na nagrywanie walk stoczonych z żywym graczem. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jeden drobny szczegół, ograniczający tą funkcje do pojedynków online (brak możliwości nagrywania walk w trybie Versus), co jest kompletnym nieporozumieniem.
Powraca za to znany i lubiany przez hardcorowców Challenge Mode, który tym razem pozwala sprawdzić się przy 24 zadaniach przypadających na jedną postać - zabawy zatem jest sporo, co ucieszy zwłaszcza osoby narzekające na brak sparing partnerów. Skoro już o trybach mowa, to powróciły mini gierki w postaci rozwałki auta na czas, bądź spadających na planszę beczek. W trybie online doszły za to Team Battle (maksymalnie do 8 zawodników na drużynę) oraz Endless Battle (zwycięzca zostaje na arenie, przegranego zmienia kolega z teamu).
A co ze zmianami w gameplayu? Tych na dobrą sprawę jest niewiele, co z jednej strony pozwoli na szybkie zaadoptowanie systemu walki, zaś z drugiej ewidentnie odsłania lenistwo ekipy z Capcom. Super Combo owszem, nieco się różni - możemy tutaj wybierać spośród kilku możliwości zakończenia - jednak poza kosmetycznymi zmianami nie poprawiono nic więcej. Focus Attack, a także cancelowanie technik jest identyczne jak w SFIV. Ultra Combo z kolei przypada teraz po 2 na postać, co pozwala poniekąd na stosowanie różnorodnych strategii w gameplayu (na dłuższą metę jednak wrażenia są porównywalne z poprzednikiem).
Animacja postaci, oprawa AV - te elementy również nie podrasowano należycie, jednak wciąż stanowią o wysokiej jakości. Inna sprawa, że w natłoku potyczek i tak spadają na dalszy plan - wciąż mowa o nowym produkcie więc i skok jakościowy powinien być wyraźniejszy dla zmysłów.
Są też i beczki |
Komu mogę polecić Super Street Fighter IV? Fani serii łykną z miejsca. Jeśli ktoś przegapił SFIV, a wciąż chce spróbować, to mogę z czystym sumieniem polecić tą część. Mamy tu bowiem wszystko (a nawet więcej) co znalazło się w edycji zeszłorocznej. Jeżeli zaś lubisz od czasu do czasu pograć z kumplami w bijatykę, nie poświęcasz setek godzin na naukę swoich postaci i masz już SFIV, to omawianą tutaj część możesz sobie spokojnie darować. Daleko jej do Super, ale prawdziwi fani SF i tak wiedzą lepiej.
Nigdy mnie ta gra nie pociągała no ale skoro ma swoich fanów i miłośników to to producent będzie co jakiś czas tworzył nowe części.
10
Guru
Jak na sagę street fightera to nie błyszczy ani nowinkami, ani grafiką. Przydomek "Super" typowo marketingowy, aby jakoś zachęcić klientelę do zakupu odgrzanego kotlecika po myciu Ludwikiem. Dla maniaków gatunku lub fanów sagi to pozycja bardziej na półkę niż w napęd.
3
TW (Tajny Współpracownik)
głupia
3
TW (Tajny Współpracownik)