Silent Hill zmienił swoje oblicze o 180 stopni. Wciąż zaskakuje fabularnie, chłodzi atmosferę klimatem i nie daje nam wytchnienia. Shattered Memories poszedł jednak w innym kierunku. Nie ma już przemiany miasta, potwory nie da się zabić, zaś element grozy przejawia się inaczej niż dotychczas. Czy taka zmiana wyszła grze na dobrze? I tak i nie, bowiem malkontentów z pewnością nie zabraknie, zaś z drugiej strony może przyciągnąć świeżą krew. Pewne jest, że SM trzyma poziom, choć nie obyło się bez kilku zastrzeżeń. Zawsze pomocna Pani policjantka |
Wbrew początkowym domysłom, najnowsza część nie jest remake'iem SH1 z PSX'a. Na dobrą sprawę z pierwowzorem łączy go tylko początek wydarzeń oraz pojawiające się postaci. Fabuła i gameplay idą już odrębną ścieżką. Znów wcielamy się w Harrego Masona, zaś naszym zadaniem jest odnalezienie córki Cheryl po tym, jak niespodziewanie nasz samochód ulega wypadkowi nieopodal miasta Silent Hill. Dodajmy, że po drodze spotkamy policjantkę Cybil Benett, Dahlie, czy Kaufmanna, który w tej części ma istotny wpływ na kształtowanie fabuły. Cel podróży oraz wymienione imiona wydają się znajome, jednak cała reszta to już zupełnie inna gra o czym przekonasz się bardzo szybko. Wiedz jednak, że fabuła potrafi ponownie zrobić niemały mentlik w głowie, każąc odkryć wszystkie możliwe zakończenia (w SM podobnie jak w SH1 mamy ich 5) do pełnego zrozumienia historii.
Rozgrywka skupia się na eksploracji opustoszałych miejsc pokrytych zaspą śniegu. Czuć tutaj wyraźny chłód i klimat opuszczonego miasta, sugestywnie oddziałujący na zmysły. Zapomnij jednak o metamorfozie i zwiedzanie piekielnych zakamarków znanych z poprzedników. Owszem wrócimy do znajomych lokacji jak choćby dom Harrego, szkoła, czy dom handlowy.
Tutaj nastój buduje samotność i sroga zima, miejscami przerywana spotkaniem z mieszkańcami oraz … potworami, których nie można zabić. Kiedy dojdzie do spotkania ekran staje się mało widoczny, dźwięk mniej wyraźny, zaś my musimy jak najprędzej dostać się do określonych spotów zaznaczonych na niebiesko. Zapomnij o walce, gdyż tutaj jesteśmy z góry skazani na śmierć.
Auto znalezione |
Pozostaje tylko ucieczka, co nie każdemu może się spodobać. Owszem, twórcy chcieli zrobić coś nowego i zamysł faktycznie był niezły, jednak realizacja pozostawia wiele do życzenia. Można było dodać do tego niepowtarzalne metody na uniknięcie wrogów, bądź nawet eliminacja w bardziej wyszukany sposób niż shotgun. Dostaliśmy za to ucieczkę, która choć podnosi adrenalinę na początku, tak dalej po prostu nuży głównie przez wzgląd na metodę prób i błędów obecną w trakcie sekwencji regularnie.