Bad Company 2 była jedną z najbardziej wyczekiwanych gier 2010 roku. Mająca za swojego najgroźniejszego konkurenta doskonałe Modern Warfare 2, odchodzi od śmiertelnie poważnego podejścia do wojny, a wręcz szydzi z pompatycznej i poważnej ostatniej odsłony Call of Duty. Dzięki takiemu przymrużeniu oka twórcy mogli nieco śmielej nagiąć realizm, by postarać się dostarczyć graczom możliwości ciekawej, szybkiej, a przede wszystkim nieskrępowanej "rozwałki". Czy taki plan się udał? Czy nie przesadzono z rozluźnieniem atmosfery? Czy w końcu zatrudnienie Cezarego Pazury jako gwiazdy polskiej wersji gry nie odarło jej do szczętu z resztek powagi? Zapraszam do lektury!
Czołg nie dał rady, piechota górą |
Choć dla wielu graczy najważniejszym elementem współczesnej gry FPS jest tryb multiplayer, przed przejściem do niego, na prawdę warto zagłębić się nieco w kampanię dla jednego gracza. Zaczyna się ciekawą misją - samouczkiem, który o dziwo przenosi nas aż do czasów Drugiej Wojny Światowej. Misja ewakuacji japońskiego naukowca chcącego przejść na stronę Amerykanów jest jednak jedynie z pozoru zupełnie oderwana od fabuły reszty gry. Już po kilku zadaniach kampanii okazuje się, że dobrze znana z poprzedniej odsłony cyklu czteroosobowa "zła" drużyna, będzie miała za zadanie przechwycić tajemniczą broń masowego rażenia, której podstawy wymyślił ponad 60 lat temu właśnie ów naukowiec.
Tytułowa Kompania B, to malutki oddział działających niekonwencjonalnie i z wielkim rozmachem zawodowych żołnierzy, którzy są wysyłani przez armię USA na najniebezpieczniejsze misje. Tym razem, zostają oddelegowani do supertajnej operacji służb specjalnych CIA, która ma na celu przechwycenie wzmiankowanej wcześniej broni - Aurora - która dostała się w niepowołane ręce. "Sierżant", Haggard oraz Sweetwater, czyli trzej członkowie oddziału (Marlow - czwarty - to gracz), zostali bardzo mocno zarysowani, jak na zwykłą strzelankę. Każdy z nich ma inną motywację pogoni za informacjami o superbroni i własne wątpliwości co do sposobu realizacji zadania, co objawia się nie tylko w standardowych cut-scenkach, które nie wykraczają poza zwyczajny poziom a tego typu grach, ale przede wszystkim podczas samej walki. To właśnie dzięki przekrzykiwaniu się ponad odgłosami walki najlepiej można poznać charaktery naszych kamratów.
Rzucane w najgorętszych momentach uwagi i utyskiwania podszyte bardzo dużą dawką humoru przywracają znakomity, niepowtarzalny klimat, z którego była znana część pierwsza gry, a nawet wznoszą go na wyższy poziom.
Okrzyki żołnierzy zazwyczaj zaskakująco trafnie komentują panującą na polu walki sytuację, a to podpowiadając manewr taktyczny, dziękując za sprzątnięcie snajpera, czy informując o kolejnej fali wrogów. Zatrudnienie Cezarego Pazury do podkładania głosu pod Sweetwatera, było strzałem w dziesiątkę - głos tego aktora doskonale pasuje do lekkiego klimatu produkcji. "Cezary" sprawdził się grając bardzo przekonująco a w dodatku mógł dać upust swoim dobrze znanym zdolnościom "rzucania mięsem". Wulgaryzmy w Bad Company 2 są bowiem na porządku dziennym i jest to dla mnie bardzo duży plus tej gry! Choć w innych elementach produkcja zostawia wiele do życzenia jeżeli chodzi o realizm, w zakresie wykrzykiwanych przez walczących kwestii nie udaje naiwnie, że przygnieciony do ziemi ogniem nieprzyjaciela żołnierz woła: "O kurczę!".
Misje są ciekawe, mimo że wszystkie do bólu liniowe i nie ma zbyt wielu dróg ich przejścia. Oskryptowanie kampanii również nie wyszło tak dobrze, jak można było mieć nadzieję czytając zapowiedzi. Nie wszystkie przygotowane przez twórców wyreżyserowane elementy obserwujemy z odpowiedniego miejsca, a niektóre możemy wręcz przegapić. Przechodzenie kampanii sprawia jednak dużo frajdy i Ci, którzy liczyli na zabawę w tym trybie na pewno się nie zawiodą. Jedynym poważnym minusem jest brak możliwości gry w trybie w kooperacji, o co aż by się prosiło, z uwagi na wielkość naszego oddziału. Gra przenosi nas za to w wiele różnorodnych lokalizacji, z których każda jest wspaniale oddana. Poziom graficzny oprawy stoi na najwyższym poziomie. Rozświetlana promieniami zachodzącego słońca dżungla, czy migoczące w śniegu odblaski i majaczące w tle ośnieżone szczyty na prawdę robią ogromne wrażenie. Doskonałym uzupełnieniem jest gęsta i realistyczna roślinność, która odpowiednio reaguje na nasze akcje.
Przyczajony żołnierz, widoczny czołg |
Najważniejszym elementem otoczenia są jednak budynki. Wizytówką Bad Company 2 jest bowiem totalna destrukcja, która objawia się najpełniej właśnie w równaniu z ziemią wszelakich zabudowań. Mechanizm niszczenia budowli łączy ze sobą konwencję Red Faction, w którym konstrukcje zachowywały się, jak połączone luźno klocki, oraz oskryptowanie zniszczeń.
nowy król multi ?
13
Mistrz
MP jest zapewne najbardziej pociągającym elementem gry i wiele osób dla niego ją kupuje. Niestety było sporo problemów z serwerami do gry i wciąż się przytrafiają. Jednak o singlu nie można powiedzieć złego słowa. Akcja wartka, fabuła ciekawa i jak zawsze z jajem. Na uwagę zasługuje znakomita lokalizacja i doskonała gra aktorska naszych gwiazd - mamy tu na przykład Pazurę i Bakę. Szczególnie ten drugi spisał się na medal, bo ma całkowicie inny głos od pierwowzoru. Do multi wracam wielokrotnie i fun nie słabnie.
8
GamerStation Team