Oczekiwany od pięciu lat tytuł na wyłączność dla Xboxa 360 w końcu pojawił się w sklepach. Czy spełnia on pokładane w nim nadzieje? W końcu tak długi okres czekania powinien być wynagrodzony. Rzadkow grze widać taką piękną scenerię w ciągu dnia |
Nie ukrywam, że również sam spoglądałem z niecierpliwością w kalendarz, aby w końcu móc zagrać w Alana. Muszę jednak stwierdzić, że pięć lat to stanowczo za długo. Gra owszem, jest dobra, ale nie na tyle, aby okrzyknąć ją tegorocznym hitem. Twórcy nie potrafili wykorzystać świetnego scenariusza. Kuleje bowiem rozgrywka w której Remedy postawiło na refleks graczy, a nie na ich straszenie. Szkoda.
Na początku Alan Wake zapowiada się bardzo ciekawie. Od razu czuć ciężki klimat horroru. Wszystko wydaje się dziwne i podejrzane. Napięcie towarzyszy nam przez cały czas. Ludzie, niby normalni, ale jednak jakby mieli coś do ukrycia (człowiek, który na początku zagaduje nas na promie). W oczy rzuca się również piękna grafika. Niesamowicie szczegółowo odwzorowana woda, ładnie zaprojektowane postacie i detale otoczenia. To z pewnością plusy. I tak niestety czar pryska po tym, jak grze przyjrzymy się bliżej i pogramy przynajmniej kilka godzin.
Scenariusz wciąga jak diabli. Wydarzenia są świetnie przedstawione, mamy wiele znaków zapytania, nie wiemy, co dzieje się z naszym bohaterem. Ma świra, czy może po prostu w Bright Falls dzieje się coś niezwykłego, czego nie można wytłumaczyć? Na te pytanie będziemy sobie starali odpowiedzieć podczas trwającej rozgrywki. Do tego, po każdym epizodzie mamy skrót poprzednich wydarzeń, jak w serialu. Czujemy się zatem bardziej jakbyśmy uczestniczyli w filmie. To akurat dobrze. Gorzej jak już musimy uporać się z właściwą rozgrywką.
Tutaj przychodzi największy zawód. Studio producenckie postanowiło bowiem położyć szczególny nacisk na walkę z Mrokiem, czyli atakującymi nas potworami - zjawami. Widać, że Remedy, twórcy Maxa Payne'a, lubią strzelać. Przeciwnicy atakują nas w dużych ilościach, a kiedy nie mamy amunicji, pozostaje ucieczka. Mrok i jego sprzymierzeńcy przestają jednak straszyć już po kilku godzinach grania.
Możemy się domyślić, kiedy coś nagle wyskoczy z zarośli. Sądzę, że jeśli ograniczono by liczbę wrogów, to gra byłaby znacznie bardziej ciekawa. A tak z Alana Wake'a robi się zwykła strzelanka.
Oczywiście "zwykła strzelanka" to stwierdzenie lekko na wyrost, bo Alan Wake ma wiele plusów. Jak już napisałem wcześniej, scenariusz to najlepszy element gry. Nie chcę zdradzać szczegółów, aby nie popsuć Wam zabawy. Powiem tylko tyle, że chociażby dla tego aspektu, warto zagrać w produkcję od Remedy. Drugi plus, to grafika. Bardzo ładnie odwzorowane otoczenie, mroczny las i przede wszystkim świetna gra oświetlenia. Latarka nigdy wcześniej nie dawała tak realistycznego światła. Do tego ogromny teren. Kiedy staniemy na zboczu wzgórza widać zapierającą dech w piersiach panoramę Bright Falls. Najlepiej podziwiać ją, kiedy nastanie dzień, co dzieje się jednak bardzo rzadko.
Pozostając przy grafice, warto tylko odnotować małe niedociągnięcie jeśli chodzi o twarze bohaterów. Ruszają oni bardzo nierealistycznie szczęką. Wygląda to sztucznie i psuje ogólne wrażenie dotyczące oprawy video. Jest to jednak detal, który miejmy nadzieję, zostanie usunięty w drugiej części gry. A kontynuacja z pewnością się ukaże, przynajmniej tak twierdzi producent.
Genialna jest również muzyka. Trzyma w napięciu i jest jakby żywcem wyjęta z najlepszych horrorów. Bardzo ciekawe są też utwory pomiędzy scenariuszami. Naprawdę potrafią wpaść w ucho.
W grze mamy niesamowicie zaprojektowane światła i cienie |
O grze mógłbym pisać dużo, ale tak naprawdę nie ma to większego sensu, ponieważ jeśli masz Xboxa360 to powinieneś zagrać w Alana Wake'a. Nie jest to pozycja idealna, ale może Tobie przypadnie do gustu taka forma rozgrywki jaką zaserwowali nam twórcy. Po czasie produkcja jest przewidywalna. Mamy ciekawy zwrot akcji, wstawkę, a potem wiadomo, że trzeba przedzierać się przez las, farmę, czy labirynt w gąszczu przeciwników. To jednak nie zmienia faktu, że przyjemność z grania jest spora, zwłaszcza ze względu na ciekawy i wciągający scenariusz.
grafika i scenariusz super ale tak jak robson napisał za dużo strzelaniny i trzeba przyznać że jeśli chodzi o ruch ust to wygląda to tragicznie
3
TW (Tajny Współpracownik)