Można o nich powiedzieć B jak Bad Company. Żołnierze nie trafiają tutaj w nagrodę za zasługi, a wręcz przeciwnie pojawili się tu, bo coś przeskrobali, podpadli dowództwu i stali się mięsem armatnim do walki w miejscach, gdzie nie wysyła się elity, bo jest zbyt cenna. Do takiego miejsca przybywa główny bohater - Preston Marlowe. Ponieważ pozostali członkowie czteroosobowego oddziału wyrzutków nie od razu ufają obcym, otrzymuje on ksywę Nowy i musi udowodnić, że jest w porządku. Okazji ku temu będzie mnóstwo…
Kampania singlowa (tak, nie ma tutaj pomyłki) prezentuje losy Marlowa oraz asystujących mu towarzyszy, którzy walcząc na pierwszej linii frontu, zdecydowali się wziąć sprawy we własne ręce i sięgnąć po złoto najemników. Nie powiem już ani słowa więcej, ale powinniście wiedzieć, że pomimo faktu, iż kampania dla pojedynczego gracza nie należy do najdłuższych, co zresztą stało się ostatnio normą, to fabuła jest wciągająca i ma sens jako całość. Jedynym mankamentem dla mnie osobiście, był brak zaangażowania towarzyszących nam wojaków. Spodziewałem się aktywnego zespołu, który mimo iż sterowany przez SI, będzie w jakiś sposób pomocny. Tymczasem żołnierze plączą się w pobliżu, dogadują często śmiesznie i nie ma siły, aby wróg położył ich trupem. Sądzę, że można ich było zdecydowanie lepiej zagospodarować. Na szczęście ciekawie rozwijające się wydarzenia, dynamiczna akcja, no i rzecz jasna dostęp do masy różnorakiego uzbrojenia i wszelakich pojazdów rekompensują z nawiązką ten brak.
W zasadzie to samo można powiedzieć o wirtualnych przeciwnikach. Obdarowano ich niewielką inteligencją. Oczywiście potrafią się ukrywać i wykonywać inne temu podobne manewry, ale są tak przewidywalni, że nawet małe dziecko z powodzeniem wyczuje ich intencje. Na szczęście są dość liczni, więc uzupełniają tym braki w umiejętnościach. Poza tym jest tyle do zrobienia - myślę tu o przydzielonych misjach i szybko zmieniających się zadaniach dodatkowych, a przy tym wszystkim mamy masę zabawek do obejrzenia - że po niedługim czasie nie zwracamy uwagi na niedomagających intelektualnie wrogów.
Oczywiście Marlow potrafi sobie znakomicie poradzić z każda bronią i pojazdem, więc nie obawiajcie się konieczności jakiegoś wielkiego douczania w trakcie zabawy. Wskakujemy do jakiegoś wehikułu i od razu jest posłuszny naszym rozkazom. Model sterowania wszystkimi pojazdami, niezależnie czy jeżdżą, pływają czy fruwają, ma zdecydowanie zręcznościowy charakter. Niewątpliwie twórcy gry przemyśleli temat i doszli do słusznego wniosku, że nie ma co przesadzać i śrubować wymagania pod tym względem. Ma być miodnie i efektownie, i tak to w rezultacie wygląda.
Tam gdzie drwa rąbią tam i wióry lecą, więc także naszemu bohaterowi zdarzy się oberwać. Także w tym momencie pomyślano o swego rodzaju skrócie. Zamiast biegać po planszy w poszukiwaniu apteczek mamy przy sobie strzykawę z lekarstwem, które przywraca żołnierza do normalnego stanu. Jedynym ograniczeniem są kilkunasto sekundowe pauzy w aplikowaniu medykamentu, konieczne aby doładować strzykawkę. Osobiście troszkę mnie irytowało takie załatwienie tematu.
Domyślam się, że większość z Was kupuje gry z serii Battlefield, bo tryb multiplayer w nich zawarty jest wręcz genialny. Jestem przekonany, że podobnie jest lub będzie także tym razem, ponieważ zabawa onlinowa jest równie wspaniała, jak w przypadku poprzednich odsłon. Tym razem jednocześnie w wojenne szranki może stanąć 24 graczy podzielonych na dwie drużyny. Daje to zdecydowanie pozytywne odczucia i pozwala toczyć wspaniałe boje. Trzeba przyznać, że autorzy gry postarali się mocno i do naszych rąk oddano kawał soczystego, doskonale zrównoważonego multiplayera, pozwalającego na kooperację graczy działających po tej samej stronie. Obecnie dostępne są dwa tryby zabawy zespołowej, ale musicie wiedzie, że nie
było tak od samego początku. Wraz ze startem otrzymaliśmy produkt z jedynie pojedynczym trybem MP, a kolejny można było zassać kilka dni po premierze z XBL. Fakt, że za darmo i podobno w ramach celowej polityki EA, mającej na celu zaskakiwanie nas graczy kolejnymi ciekawostkami, jakie dostaniemy w postaci darmowych bonusów, ale jednak dziwił brak trybu podboju.
Zgodnie z zapowiedziami, firma Dice przygotowała pole walki, które przyprawia o zawrót głowy. Tutaj naprawdę można rozwalić prawie wszystko i zapomnieć należy o żelaznym repertuarze bezpiecznych schowków, jakie znamy z innych gier tego typu. Żaden mur czy też płot i skrzynka nie stanowi już gwarancji, że nie oberwiemy. Takie rozwiązanie daje okazje do wielu eksperymentów oraz obserwacji jak „malowniczo” może wyglądać totalna rozwałka i destrukcja. Oczywiście można zauważyć, że mimo wszystko coś tam się uchowa i nie rozpadnie się w pył tak jakbyśmy tego sobie życzyli, jednak najważniejsze jest to, że lawina ruszyła i zastosowane tutaj rozwiązania będą przyczynkiem do dalszych eksperymentów i doskonalenia systemu przez naśladowców, pragnących dogodzić graczom na całego. Osobiście jestem zachwycony faktem, że nie ma już sytuacji, gdy przeciwnik staje się bezkarny, tylko dlatego, że siedzi sobie gdzieś za murkiem. Teraz można dowalić każdemu, pod warunkiem że użyje się odpowiednich środków. Zapewniam Was, że jest w czym wybierać, bo do wojaczki stosować możemy broni ręcznej, granatów, a także pojazdów, samolotów, ciężkich karabinów, dział oraz wsparcia w postaci nalotów i ostrzału z moździerzy.
Grafika zastosowana w grze stoi na wysokim poziomie. Pomijam już nawet fakt interakcji i co za tym idzie sponiewierania wszystkiego co nam się wymarzy. Każdy element grafiki przygotowano z wielką troską o detale i widać, że kosztowało to mnóstwo pracy. Do dyspozycji mamy znakomicie przygotowane modele pojazdów lądowych, nawodnych oraz latających. Sterowanie nimi uproszczono do niezbędnego minimum, tak aby walka była frajdą, a nie katorgą spowodowaną obsługą. Na podobnie wysokim poziomie stoją elementy uzbrojenia. Każda sztuka broni prezentuje się wręcz znakomicie i co najważniejsze brzmi realistycznie. Takie same słowa pochwały należą się wszelkim animacjom oraz rzecz jasna perfekcyjnie wykonanym przerywnikom filmowym.
Wielką siłą gry są z pewnością elementy humorystyczne - głównie znakomite teksty serwowane przez towarzyszy broni. Na marginesie trzeba koniecznie wspomnieć o dubbingach, gdyż głosy towarzyszące postaciom są znakomicie dobrane i wiarygodne.
Dźwięk to swoisty koncert znakomitych efektów. Mamy tu wszystko co niezbędne, aby pole walki w pełnej krasie zagościło w pokoju gracza. Słyszymy przejeżdżające obok pojazdy i przelatujące samoloty, jazgot strzelających karabinów, śmigające koło ucha pociski, odłamki oraz fragmenty rozwalonych elementów otoczenia, z kolei eksplozje bomb i granatów to dudniący bas. Wszystko to podsumowuje muzyka napisana z wielkim rozmachem oraz pomysłowością - znalazły się tu utwory pompatyczne i spokojne, ale także niepokojące, dramatyczne i bardzo dynamiczne. Jest cudnie!
Podsumowując - Battlefield: Bad Company to godny kontynuator serii i z pewnością prawdziwie next-genowa produkcja, mająca wiele zdecydowanych atutów - fizyka zniszczeń, tak mocno urozmaicająca pole walki oraz tryb multiplayer. Można w tym miejscu polemizować czy przeważają one nad punktującymi ujemnie wpadkami, ale myślę, że taka dyskusja jest kompletnie bezcelowa. Najważniejsze jest to, że zabawa jest fajna, a to mogę Wam gwarantować!
Fajne efekty niszczenia wszystkiego co nas otacza (budynki , drzewa itp) ale wkurzające filmiki których nie jest mało i nie można ich pominąc ;-) ogólnie gra dobra - polecam.
2
Wtajemniczony