Mass Effect 2 nie schodził z głównych stron portali internetowych i czasopism branżowych od dobrych kilku tygodni (miesięcy?). Powrót jednego z najlepszych action RPG osadzonego w klimatach science-fiction był już od dawna zapowiadany na początek 2010 roku. Po premierze, na spokojnie możemy spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy jedna z najbardziej oczekiwanych gier i jednocześnie najbardziej oczekiwane action RPG tego roku rzeczywiście sprostało pokładanym nadziejom? Czy zapowiedzi o najlepszym FPS wśród RPG i najlepszym PRG wśród FPS się sprawdziły? I w końcu, czy to wystarczy, żeby stać się grą roku? Z taką latarką to można każdą dziurę oświetlić |
Przygoda z Mass Effect 2 zaczyna się zgodnie z recepturą najwybitniejszego mistrza filmów grozy i kryminałów - Alfreda Hitchcock'a - najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie stopniowo narasta. Rzeczywiście - początkowe fragmenty gry, dając graczowi jakąś minutę na przyzwyczajenie oczu do monitora komputerowego, wrzucają go w sam środek dramatycznych wydarzeń. Oto legendarny, niewidzialny dla radarów statek Normandy, z jeszcze bardziej legendarnym Shepardem na pokładzie zostaje zaatakowany przez niezidentyfikowaną wrogą jednostkę, która choć celuje z niesamowitą, jak na niewidzialny cel, precyzją, to na tyle mało skutecznie, że pozostawia załodze czas na ewakuację. Właśnie w częściowo rozbitym, unoszącym się w przestworzach statku dostajemy swoje pierwsze zadanie - uratować znajdującego się w stanie szoku pilota Normandy. Misja ta, choć posiada naturalnie podstawowe elementy samouczka odgrywa w Mass Effect 2 zupełnie inną rolę - wraz z przeplatającymi ją dynamicznymi cut-scenkami na wgnieść gracza w fotel, co w moim przypadku udało się jej znakomicie. Scenę wkroczenia na całkowicie rozbity mostek Normandy z unoszącymi się dookoła fotelami i częściami poszycia oddalającymi w stronę ogromnej, rozświetlonej planety nad naszą głową zapamiętam na bardzo długo. Przyspieszony oddech naszego bohatera i świst wydychanego powietrza dodatkowo dopełnia dramatyczną atmosferę. Ostatecznie rzutem na taśmę udaje nam się wepchnąć nieszczęsnego członka załogi do kapsuły ratunkowej, ale niestety sami już nie mamy tyle szczęścia i jak przystało na kapitana opuszczamy statek jako ostatni, wyrzuceni w przestrzeń eksplozją kończącą żywot zwiadowczego okrętu. Ostatnie co widzimy przed ściemnieniem się obrazu to wijący się w bólu i panice Shepard i smugi powietrza uchodzące z jego kombinezonu.
Zgodnie więc z zapowiedziami Shepard rzeczywiście ginie podczas akcji, jednak napisanie, że zostaje wkrótce przywrócony do życia, nie będzie chyba zbyt wielkim spojlerem.
Za "zmartwychwstaniem" stoi tajemnicza i kontrowersyjna organizacja Cerebrus, która nie czekając na opieszałość reszty galaktyki zamierza zająć się na własną rękę sprawą utraty w tajemniczych okolicznościach kolejnych kolonii, widząc w niej zagrożenie powrotu najgroźniejszych wrogów cywilizacji - Reaperów. Na czele sekretnej organizacji stoi jeszcze bardziej tajemniczy "Nieuchwytny" (Elusive Man). Po kolejnych perturbacjach związanych ze zbyt wczesnym przebudzeniem i atakiem na siedzibę projektu Lazaruz, którego celem było przywrócenie galaktycznego bohatera do życia, "Nieuchwytny" staje się de facto naszym mocodawcą i zleca nam kolejne zadania, których zwieńczeniem będzie zaatakowanie odwiecznych wrogów galaktyki w ich własnym systemie wykorzystując Przekaźnik Omega4.
Od tego momentu fabuła gry jest skonstruowana ściśle ze standardami gier RPG (w tym innych BIOWARE), choćby niedawnego Dragon Age. Pierwszą część gry spędzimy zatem na wstępnych misjach zwiadowczych i kompletowaniu załogi, zgodnie z planem przygotowanym przez mózg naszej operacji. Część z załogi znamy z pierwszej odsłony gry, ale większość wprowadzonych postaci jest zupełnie nowa. Oprócz zbierania zespołu, czeka na nas całkiem sporo dodatkowych questów, w tym również standardowo - zadania wykonywane dla członków naszej załogi, w zamian za które staną się oni bardziej lojalni. W trakcie tego fragmentu rozgrywki zbieramy siły do czekającego nas pod koniec najważniejszego zadania, czyli ostatecznej eliminacji zagrożenia całej galaktyki. Wykupujemy ulepszenia broni i statku, zwiększamy swoje statystyki i wydobywamy niezbędne surowce. Nie chcę odkrywać zbyt wiele z fabuły gry, ale napiszę tylko, że każdy nasz wybór, którego dokonamy w na tym etapie będzie miał swój rezultat w ostatniej części gry.
Chyba ktoś nie wytrzymał napięcia |
Konsekwencje podejmowanych przez gracza decyzji, to niewątpliwie największy atut RPG-owej strony Mass Effect 2. Twórcy bardzo mocno skupili się na tym elemencie, co doskonale widać podczas powtarzania fragmentów rozgrywki, która dzięki ponad 200 punktom w którym możemy podjąć decyzję wpływającą na nasze dalsze losy, rzeczywiście jest za każdym razem unikalna. Kolejne dobrze wypadające elementy to wybieranie wyglądu, pochodzenia i początkowych statystyk naszego bohatera. Elementy te są bardzo przyjemnie wplecione w pierwsze fragmenty rozgrywki, przez co są o wiele mniej uciążliwe niż na przykład żmudne budowanie postaci w Fallout 3. Tworzenie postaci jest też znacznie prostsze z innego powodu: znacznego ograniczenia ilości statystyk. Stojący przed nami wybór jest dosyć ograniczony w porównaniu z innymi grami z gatunku (w tym poprzednią częścią Mass Effect).
Gra musi być suuuuper :)
3
TW (Tajny Współpracownik)
Rewelacyjna grafika!
5
Rozmowny