Rainbow Six, to jedna z najbardziej zasłużonych serii dla rozwoju komputerowej rozrywki. Jej kolejne części może nie były jakimiś rewelacjami, ale zawsze trzymały równy, wysoki poziom. Według wielu miały tylko jedną wadę - były piekielnie trudne. Ale i na to znalazła się rada. Studio Red Storm, które do tej pory odpowiadało za rozwój cyklu zostało sprzedane Ubisoftowi, który postanowił zrobić porządek ze zbyt wymagającą symulacją żołnierza elitarnej jednostki. Tak powstało Rainbow Six: Lockdown, które było klapą na całej linii. Grafomański scenariusz zamiast planowania misji, super wybajerzona grafika i sceny walki rodem z Matrixa. Tak przedstawiało się Lockdown. Na szczęście, ktoś poszedł po rozum do głowy i R6 przywrócono ich pierwotnym twórcom. Ci zaś, od razu zabrali się za nowy rozdział, czyli Rainbow Six: Vegas.
Jednak to nie będzie już stara, sprawdzona formuła. Zastosowany zostanie pewien kompromis pomiędzy widowiskowością, a planowaniem akcji. Nastąpi powrót do dowodzenia teamem, rozpracowywania w najdrobniejszych szczegółach każdej misji. Czyli wszystko to, za co niegdyś pokochaliśmy R6. Praktycznie żadnym zmianom nie ulegnie silnik graficzny, który ma do złudzenia przypominać ten z Lockdown. Skoro zabawa ma być bardziej dynamiczna, to i miejsca, które odwiedzimy muszą trzymać podobny poziom. O to już twórcy zadbali doskonale, bo tym razem przenosimy się do Vegas - krainy hazardu i rozpusty, pięknych samochodów i jeszcze piękniejszych kobiet lekkich obyczajów. Ale okazuje się, że nawet w takim mieście następują kataklizmy inne od bankructwa w kasynie sławnego biznesmena. Tym razem Vegas padło ofiarą zmasowanego ataku terrorystów. Władze początkowo próbują zażegnać konflikt przy użyciu oddziałów policji i wojska. Gdy to nie przynosi rezultatu, wzywają na pomoc elitarne jednostki Rainbow. Będziemy mieli tylko 24 godziny, by uwolnić z rąk porywaczy wszystkie ofiary, odbić kasyna i rozbroić podłożone ładunki wybuchowe. Jednocześnie trzeba uchronić olbrzymią ilość pieniędzy przed kradzieżą. Wygląda na to, że roboty nam nie zabraknie.
W związku z tym, ze akcja ma się toczyć tylko przez dobę, musiała ulec olbrzymiemu skondensowaniu. Z dotychczasowej formuły serii wywalono niemal wszystko, co mogłoby sztucznie wydłużać i przeciągać misje. Zastosowano sprawdzony w Ghost Recon pomysł, by cut-scenki rozdzielające poszczególne zadania zastąpić filmikiem obrazującym przelot helikopterem z jednego miejsca w drugie.
Skład tęczowych ma prezentować się następująco: Logan Keller, w którego wciela się gracz; Michael Walter - saper; Jung Park - snajper oraz pewna tajemnicza, a zarazem pociągająca pani zajmująca się wywiadem. Jej personalia nie zostały jeszcze ujawnione, wiadomo na razie tyle, że jest nieprzeciętnej urody. W zespole zabraknie natomiast jednej z najbardziej charakterystycznych postaci serii - Dingo Chaveza. Kilkakrotnie podczas gry pojawi się, ale tylko po to, by powymądrzać się jako nasz nowy przełożony. w sumie to nie dziwiłbym mu się, że ciągle ma jakieś zastrzeżenia co do pracy drużyny. W końcu trójka nawet najlepiej wyszkolonych ludzi nie może sobie poradzić z bandą świetnie przygotowanych zakapiorów, którym jest wszystko jedno, czy zabiją dzisiaj 100, czy 101 osób. Ale widać twórcy zamierzają powtórzyć przestarzały schemat z archaicznych FPS-ów, gdzie był tylko jeden bohater, rozwalający w pył całe oddziały niemieckie. Pół biedy, że tu jest ich troje, ale obawiam się, że efekt będzie porównywalny.
Dużo lepiej ma prezentować się grafika. Wszystkie tekstury są w bardzo wysokiej rozdzielczości, mnóstwo neonów, bogate wnętrza. Słowem, Las Vegas pełną parą. Grę ma napędzać silnik z Lockdown, praktycznie niezmodyfikowany. Poprawie mają ulec tylko systemy wybuchów, tak, by te wyglądały jeszcze bardziej realistycznie i odpowiedzialny za zniszczenia spowodowane strzałami. Odpadający tynk, nagle gasnące neony, zapowiada się smakowicie! Szkoda tylko, że możliwości enginu najprawdopodobniej nie zostaną w pełni wykorzystane, ponieważ większość czasu akcja ma się skupiać wokół widowiskowych strzelanin. Według mnie to zbyt mało, by pokazać pełnię osiągnięć silniczka. Zdecydowanie, można się było pokusić o coś bardziej odpowiedniego dla takiej oprawy niż trywialna strzelanka.
Z nowości, jakie zapewne uświadczymy w nowym Rainbow Six, warto wymienić jeszcze całkowicie ulepszone kamery. Teraz nawet zajrzenie do pomieszczenia przez szparę pod drzwiami nie będzie stanowić problemu, nie mówiąc już o looknięciu przez dziurkę od klucza, które pojawiło się jakiś czas temu w Commandos: Strike Force.
Popracowano też nad SI wrogów, które jak doskonale pamiętamy, w Lockdown przedstawiało się nad wyraz beznadziejnie. Teraz ich pomysłowość i zmysł taktyczny zadziwią niejednego geniusza strategii, tak przynajmniej twierdzą twórcy. Zdarzy się, że zabarykadują się w jakimś pokoiku i jedynym sposobem dostania się do nich będzie wyważenie, lub wręcz wysadzenie drzwi przy użyciu dynamitu.
Czytając materiały prasowe na temat nowego Rainbow Six, dochodzę do wniosku, że panowie chyba cierpieli na jakiś okropny brak pomysłów mogących jako, tako usprawnić i odświeżyć serię. Pomysł ze śmigłowcem skopiowali z Ghost Recon, a kolejne, dobrze zapowiadające się novum, czyli podział walki na dwa tryby, ze SWAT. Teraz możemy prowadzić natarcie na dwa sposoby: przez infiltrację, w której komandosi używają swoich giwer tylko wtedy, gdy zostaną wcześniej zaatakowani lub przez szturm, w którym dla odmiany walą we wszystko jak popadnie, nic co się rusza, nie przeżyje.
No i cóż, mam szczerą nadzieję, że Ubisoft wraz z Red Storm zmażą tą plamę na honorze jaką niewątpliwie był Lockdown. Z ich zapowiedzi wynika jasno, że w żadnym stopniu nie satysfakcjonowało ich to, co zrobili. Obiecali poprawę, a jako pokutę zadali sobie Vegas. Pozostaje tylko pytanie, czy zostanie ona wypełniona tak, by już nie musieć się z niczego spowiadać?