Recenzja gry napisana przez gracza patryko0998 -- 05-02-2010, 21:52
SAMOTNI BOHATEROWIE
To banał zaczynać tekst o “Call of Duty: Modern Warfare 2″ od stwierdzenia, że to najbardziej oczekiwana gra roku (szczególnie dla miłośników wysokobudżetowych FPS-ów). Ale cóż innego można napisać, jeśli Activision zadziałało na video game industry mniej więcej tak, jak żołnierze Task 141 na swoich przeciwników: zastraszona konkurencja przeniosła premiery na początek przyszłego roku i ze zgrozą obserwuje wyniki sprzedaży “MW2″. W dniu premiery najnowsze “Call of Duty” znalazło siedem milionów nabywców!
Masakra na lotnisku
Wśród źródeł sukcesu “MW2″ (poza najbardziej oczywistym - jakością gry) szczególną uwagę należy zwrócić na przemyślany, agresywny marketing, nie cofający się przed celowym wywoływaniem kontrowersji. Wydawca z powodzeniem zastosował tę metodę przy piątej części CoD. Tym razem firma posunęła się znacznie dalej - słynna już scena masakry bezbronnych pasażerów na moskiewskim lotnisku wzbudziła mieszane uczucia nie tylko u graczy i recenzentów.
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
Zgodnie z oczekiwaniami dewelopera nożyce się odezwały - jak zwykle w takich sytuacjach głos zabrali ci, którzy oceniają gry z pozycji moralnych, mimo że sami w nie grają i grać nigdy nie będą. Całej sprawie posmaku skandalu dodała też motywowana politycznie decyzja o wycofaniu “MW2″ z rosyjskich sklepów. Dodajmy, że dziwić mogą się tylko ci, którzy nie czytali “Tajnego Agenta” Conrada…
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
Jak zatem skomentować wirtualną masakrę? Sam jestem zaskoczony tym co piszę, ale scena ta nie wzbudza we mnie tak negatywnych reakcji jak wykorzystanie historycznych zdjęć w CoD5. Sekwencja na lotnisku jest kluczowa dla zrozumienia całej intrygi, jest to również jedyny poziom w grze, który można w dowolnej chwili przerwać i przejść do następnego levelu. Poza tym projektanci nie zmuszają nas do tu czynnego udziału - sam nawet nie dotknąłem spustu, jeśli nie liczyć zakończonych niepowodzeniem prób zastrzelenia Makarowa (jednego z dwóch “złych facetów” MW2) i jego komanda.
Kto wygrał zimną wojnę?
Choć “MW2″ jest dynamiczna grą akcji, której istotą jest strzelanie i szybkie przemieszczanie się po mapach, to świat przedstawiony w grze nie ma znaczenia dla odbioru całości. Historia opowiedziana w “MW2″ pełnymi garściami czerpie pomysły z licznych polityczno-militarnych thrillerów, które poruszyć nas mogą tylko wtedy, gdy są choć odrobinę prawdopodobnie.
Główną osią fabularną jest sprowokowana przez rosyjskich terrorystów wojna pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Amerykanom udaje się umieścić agenta w najbliższym otoczeniu ultra-nacjonalisty i terrorysty Władimira Makarowa. Agent ten, biorący udział w masakrze na lotnisku, zostaje zdemaskowany i zabity przez Makarowa. To właśnie jego obecność staje się pretekstem do przeprowadzenia bezpośredniego ataku na USA. Agresja jest całkowitym zaskoczeniem - Rosjanom udało się zdobyć amerykańskiego satelitę wraz z modułem ACS (odbitym na początku gry przez żołnierzy Task Force 141), który umożliwił sparaliżowanie systemu ostrzegania. Możemy zatem zobaczyć, jak tysiące desantników wyskakują z rosyjskich samolotów transportowych bezkarnie latających nad Waszyngtonem.
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
Ten zupełnie nieprawdopodobny scenariusz pomija fakt zupełnie podstawowy - w zimnej wojnie bezwzględne zwycięstwo odniosły USA. Dlatego trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Stany Zjednoczone pozbawione są jakiejkolwiek osłony wywiadowczej, Rosja posiada potencjał militarny co najmniej taki jak w latach siedemdziesiątych, NATO nie funkcjonuje (lub, po prostu, nie istnieje), a Europa, Bliski Wschód i przede wszystkim Chiny nie zostają nawet wspomniane w kontekście “o mało co” trzeciej wojny światowej.
Jasne - w grze, która jest przede wszystkim platformą do multiplayera, tryb fabularny jest zaledwie prowadzeniem do właściwej rozgrywki, jednak twórcy wcale nie potraktowali go po macoszemu, o czym świadczy choćby to, że mimo tradycyjnie ubogich w FPS-ach środków dramatycznych kampania jednak trzyma w napięciu, a scenarzyści zdołali wpleść w nią gwałtowny i niespodziewany zwrot akcji. Szkoda zatem, że wizja świata “Modern Warfare 2″ nie jest nieco bardziej spójna.
Do kogo, z czego i jak strzelamy
Kończąc już te biadolenia narratywisty, przechodzę do tego, co w “MW2″ najważniejsze, czyli rozgrywki. A tu zaskoczenie - w stosunku do poprzednich tytułów z serii “Call of Duty” mamy wyraźny postęp. Przede wszystkim rozgrywka jest znacznie mniej liniowa. Mapy zaprojektowano tak, że przynajmniej część misji możemy wykonać na kilka sposobów, szukając różnych dróg przejścia. Nie ma tu, jak w liniowym do bólu “CoD5″, konieczności frontalnego atakowania i wdawania się w długie wymiany ognia z “przeważającymi siłami przeciwnika” - manewr, podstęp, pułapki minowe, zajmowanie i zmiana dogodnych stanowisk strzeleckich - to część środków taktyki pola walki, które dano nam do wykorzystania. Co więcej, w niektórych momentach (na przykład w trakcie penetracji bazy lotniczej w Kazachstanie) “MW2″ z klasycznego shootera zmienia się w emocjonującą skradankę, w której twórcy dają nam wybór pomiędzy mniej lub bardziej konfrontacyjną metodą postępowania.
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
Świetnie oddano sposób działania oddziałów specjalnych - często walczymy dwójkami (tu pojawiają się starzy znajomi - kapitanowie Pierce i “Soap” MacTavish, ten drugi pod koniec staje się postacią grywalną), osłaniając się wzajemnie czy jednocześnie eliminując cele. Nie ma tu punktów respawnu, zalewających nas fal wrogów (jeśli wybijemy drużynę przeciwnika wybiegającą z bunkra, to mamy ją z głowy bez względu na brak postępu na mapie). Kapitalne są precyzyjne ataki z latającego nad polem walki Predatora czy oznaczanie celów (baterii przeciwlotniczych, pojazdów opancerzonych - uwaga, nie chować się za cysterną z paliwem…) wskaźnikiem laserowym. Rzeczą o podstawowym znaczeniu jest właściwy wybór broni, czego świetnym przykładem misja na platformie wiertniczej, której ukończenie bez karabinu z celownikiem termowizyjnym jest chyba niemożliwe. Realnie wyglądają elementy walki wręcz, wykonywane przez naszych wirtualnych towarzyszy, bez wysokich kopnięć, baletowych rzutów czy “serii zabójczych uderzeń”. Drobiazg, ale wiarygodny.
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
Nawet pojedyncze misje mają swoją wewnętrzną dramaturgię - w kilku miejscach po dłuższych sekwencjach o ewidentnie FPS-owej proweniencji następuje, choć trudno w to uwierzyć, wzmożenie intensywności rozgrywki - szaleńcza jazda na skuterach śnieżnych czy rajd łodzią motorową to, po prostu, czysta adrenalina.
Dramatyczny zwrot akcji, o którym już wspominałem, ma też wpływ na przebieg rozgrywki. Nie wdając się w szczegóły, na trzech ostatnich etapach zostajemy pozbawieni wszelkiego wsparcia, przez co “MW2″ staje się trudniejsza i jeszcze bardziej, jeśli można użyć tu tego słowa, mroczna, potęgując u pojedynczego gracza poczucie osamotnienia. Zaskakujące, jak bolesnym doświadczeniem, mimo typowej dla serii “CoD” szybkiej zmiany bohaterów, jest śmierć jednego z nich.
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
Doskonała jest też oprawa “Call of Duty: Modern Warfare 2″. Odpowiednio podniosłą ścieżkę dźwiękową skomponował Hans Zimmer, autor muzyki takich hollywoodzkich blockusterów jak “Piraci z Karaibów” czy “Gladiator”. Podobnie grafika i szerzej - cała, wysmakowana warstwa wizualna “Modern Warfare 2″. Że grafika w programie Infinity Wards stoi na najwyższym światowym poziomie nie powinno dziwić, ale uroda wplecionych w rozgrywkę kinowych scen i kadrów bardziej kojarzy się z wysokobudżetowym filmem niż grą wideo.
screen z gry Modern Warfare 2
Screen z gry Call of Duty: Modern Warfare 2
To przejaw nowego podejścia, coraz popularniejszego w produkcjach głównego nurtu, w których zaczyna zacierać się tak widoczny wcześniej podział na cut scenki i rozgrywkę. Tu płynnie, w niemal niezauważalny sposób, przechodzimy od filmowych scen do interakcji ze środowiskiem programu, co najlepiej pokazano w krótkiej, lecz niezwykle efektownej sekwencji rozgrywającej się w przestrzeni kosmicznej.
Strzelać trzeba wolniej
Najczęściej podnoszony zarzut wobec kampanii w “Modern Warfare 2″ dotyczy krótkiego czasu rozgrywki. Niewątpliwie, najnowsze “Call of Duty” nie jest długie - narzekający na ten aspekt użytkownicy podają nawet tak fantastyczne wyniki jak przejście całego trybu single w cztery godziny i trudno oprzeć się wrażeniu, że odbywa się tu swoisty wyścig o ustanowienie nowego rekordu. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem takie podejście (sam ukończyłem kampanię w nieco ponad jedenaście godzin). Trzeba jednak przyznać, że “Modern Warfare 2″ bez trudu przechodzi “próbę żalu” (kiedy kończyłem nie czułem ulgi, raczej było mi szkoda, że już po wszystkim), a relatywna niewielka długość programu pomaga utrzymać dramatyczne napięcie.
Zastrzeżenia zgłaszałbym raczej do czego innego. Po pierwsze, choć tempo zabawy w trybie single jest niesamowite, to mimo wszystko miałem wrażenie, że misje w których biorą udział oddziały regularne są mniej ciekawe i jakby wolniejsze, różniąc się pod tym względem od akcji Zespołu 141. Po drugie rosyjscy spadochroniarze desantujący się nad Waszyngtonem stanowią nieznośny fabularny dysonans. Po trzecie wreszcie scena finałowa swoją niezwykłą konstrukcją odstaje nieco od rozwiązań przedstawionych w całej rozgrywce (i nie jest to komplement). Ale, w porównaniu do dynamicznej rozgrywki, różnorodnych zadań stawianych przed graczem, świetnej konstrukcji poziomów i prawdziwie kinowego klimatu, są to tylko lekko dokuczliwe drobiazgi.