Był już Terminator bez Schwarzeneggera, czemu więc nie miałoby być HALO bez Master Chiefa? Bungie też nie widzi w tym żadnego problemu i kolejna z ich gier, choć osadzona w jednym z najpopularniejszych uniwersum w świecie gier wideo, nie będzie zawierać choćby śladowych ilości głównego bohatera trzech ostatnich części.
Na początek kilka słów wyjaśnienia. HALO 3: ODST z trudem można potraktować jako pełnoprawną, samodzielną grę, co przyznają nawet jej twórcy. Tą produkcję należałoby raczej potraktować jako uruchamiany samodzielnie dodatek do HALO 3. Ponoć przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że gra od początku powstawała tylko dla fanów, którzy chcieli wiedzieć, co działo się na Ziemi, podczas wydarzeń znanych z drugiej odsłony serii. Ponadto developerzy dostali również bardzo mało czasu na stworzenie tego tytułu. Jest to pierwsza gra Bungie, której produkcja zajęła mniej niż 3 lata (Czas produkcji to tylko nieco ponad rok).
Fabuła gry toczy się pomiędzy wydarzeniami z HALO 2 i HALO 3. Podczas gdy oddziały złożone z dzielnych, uzbrojonych po zęby i opancerzonych Spartan, walczyły w kosmosie z kosmicznym najeźdźcą - Covenantami, Ziemia również musiała odpierać ich ataki. W walkach brały udział między innymi tytułowe oddziały ODST (Orbital Drop Shock Troopers), w którego członka się wcielimy. Kampania dla jednego gracza będzie skupiać się na wydarzeniach w mieście znajdującym się w Protektoracie Wschodniej Afryki (kiedyś Kenia): New Mombasa. Główny bohater - Rookie - zostaje do tego miasta zrzucony z orbity okołoziemskiej wraz ze swoimi towarzyszami w bojowej kapsule (jak to ma w zwyczaju ODST). Jego oddział wraz z innymi żołnierzami na za zadanie walkę z panoszącymi się po New Mombasa Covenantami i próbę wyparcia ich z miasta. Jednak niedługo po lądowaniu, na skutek eksplozji, Rookie traci przytomność na bardzo długie, w warunkach wojennych, sześć godzin. Gdy dochodzi do siebie, orientuje się, że jest zupełnie sam. Jedyne, co mu pozostało to w jakiś sposób znaleźć i dołączyć do swoich towarzyszy: Romeo, Dutch'a, Buck'a i Mickey'a. Na szczęście wkrótce okazuje się, że nie znikli zupełnie bez śladu. Rookie znajduje pierwszą poszlakę i rusza tropem żołnierzy.
Po dojściu do pierwszego punktu kontrolnego gracz będzie mógł wybrać, w którą stronę chce się udać i którego ze swych kompanów próbować odszukać. Kolejność wykonywania misji nie będzie bowiem narzucona z góry. Takie podejście to nowość w serii, przesuwająca nieco tego FPS w kierunku otwartych gier typu sandbox. Kolejne podobieństwo to bardzo duże lokacje, które nie mają jedynie słusznej ścieżki ich eksploracji, a pozwalają na w miarę swobodne poruszanie się. Gdy dotrzemy do jakiegoś śladu po jednym z żołnierzy naszego oddziału, na przykład powieszonej na słupie snajperki, uruchamia się animacja pokazująca losy naszego kompana, a następnie na jakiś czas (kilkanaście minut) przejmujemy nad nim kontrolę odgrywając jego losy w ramach jednej misji. Jest to bardzo ciekawy motyw, który mam nadzieje bardzo dobrze się sprawdzi i wprowadzi sporo urozmaicenia do FPS'a. Bungie zdecydowało się na takie podejście, żeby gracze mogli wczuć się i dokładniej zapoznać z głównym bohaterem jak i z poszczególnymi członkami jego drużyny. W przeciwieństwie do anonimowego Master Chiefa, żołnierze z ODST mają być z krwi i kości: mieć swoje przemyślenia, lęki i charakter.
W porównaniu z uzbrojeniem Spartan, oddziały ODST są o wiele słabiej wyposażone. Nie są to bowiem oddziały liniowe przeznaczone do otwartej walki na froncie, ale formacje przeznaczone do cichej walk na tyłach wroga. Odmienne uzbrojenie będzie w kluczowy sposób wpływać na sposób prowadzenia gry. Przede wszystkim nasz bohater nie będzie mógł korzystać ze wszystkich udogodnień wspomaganego pancerze, jak długich skoków, czy nadludzkiej siły, charakterystycznych dla serii. Będzie także o wiele bardziej wrażliwy na ogień nieprzyjaciela. Podobnie miejsce wielko kalibrowych broni zadających duże zniszczenia zajmą dwie podstawowe - pistolet znany z pierwszej części z dodanym tłumikiem, oraz SMG (Sub Machine Gun) z ulepszonym zasięgiem i celnością również wyposażony w tłumik. Do dyspozycji dostaniemy również PDA z zaawansowanym systemem pozwalającym na komunikację z miejską siecią sztucznej inteligencji zainstalowanej w New Mombasie, co w wielu wypadkach ułatwi nam poruszanie się po nieznanym terenie. Uzupełnieniem naszego sprzętu będzie specjalny wizjer pozwalający na podświetlanie wrogów oraz istotnych elementów otoczenia w tym pomagający wykryć nam ślady po naszych towarzyszach. Jak widać nasz sprzęt bardziej przyda się do akcji typowych dla komandosów, a nie szturmowców, tak więc najczęściej najbardziej opłacalne będzie taktyczne podejście do sytuacji niż otwarta konfrontacja. Choć twórcy wzbraniają się przed nazwaniem HALO 3: ODST połączeniem FPS'a i skradanki, już wiadomo, że gra będzie posiadać wiele elementów charakterystycznych dla tego gatunku.
Długość kampanii dla jednego gracza to około 5-6 godzin, czyli rzeczywiście trochę zbyt mało, jak na oddzielną produkcję. Jednak to tryb multiplayer decyduje o tym, że gra nie ma najmniejszego prawa nazywać się samodzielną. Będziemy mieli do dyspozycji 24 mapy w tym 21 z HALO 3 (ze wszystkimi expansion packami) i tylko 3 nowe: Citadel, Heretic, Longshore. Do znanych z trójki trybów rozgrywki dodany zostanie jeden nowy: Firefight. Jest to opcja co-op, której po prostu nie może zabraknąć we współczesnej, szanującej się grze FPS. Wraz z grupką towarzyszy mamy bronić się przed nacierającymi, coraz liczniejszymi falami Covenantów. Na rozgrywkę będzie wpływać wiele bonusów (w postaci czaszek) powodujących okresowe podniesienie sprawności przeciwników: zwiększenie poziomu S.I., odporności itp.. Włączenie do rozgrywki licznych nagród i odznaczeń za skuteczną eliminację wrogów powinno stworzyć wciągającą rozgrywkę. Ale na pewno nie świeżą...
Bungie nawet nie ukrywa, że algorytmy sztucznej inteligencji zostały jedynie trochę zmienione względem tych z HALO 3. Podobnie ma się sprawa z grafiką, która nie wybiega niczym ponad to, co mogliśmy zobaczyć w poprzednich częściach. Jedyny jej plus to to, że New Mombasa prezentuje się znakomicie, szczególnie w nocy, kiedy to będziemy prowadzić większość naszych akcji. Co ciekawe, gra zostanie wydana na dwóch DVD. Jedna będzie zawierać kampanię dla jednego gracza oraz tryb firefight, natomiast druga całego multiplayera (wiadomo, która spędzi więcej w napędzie konsoli ;) ). Ponadto każdy, kto kupi HALO 3: ODST nabędzie prawo do uczestniczenia w beta testach Halo: Reach zaplanowanych na 2010 rok. Choćby samo to pokazuje w jakiego odbiorcę celuje Bungie ze swoim produktem.
I właśnie dla nich - fanów świata HALO - będzie to gra. Chociaż motywy zawarte w kampanii zapowiadają się na bardzo ciekawe, obawiam się, czy 5-6 godzin wystarczy na ich dostateczne rozbudowanie i czy w konsekwencji ich potencjał nie zostanie zmarnowany. A skoro kampania zawiera jedyne nowe elementy w całej grze, HALO 3: ODST może okazać się nie najlepszym pomysłem dla kogoś, kto nie miał styczności z serią. Z drugiej strony zawarcie multiplayera (nie zapominajmy, że to jeden z najlepszych trybów dla wielu graczy wszechczasów!) ze wszystkimi rewelacyjnymi mapami z HALO 3 może skusić kogoś nowego do wejścia w świat HALO.