Rok po ukazaniu się pierwszej części Left 4 Dead nadszedł czas na kontynuację. Twórcy zapowiadali szereg zmian w nadchodzącej produkcji. Mimo wcielenia obietnic w życie okazuje się, że druga odsłona gry nie jest wcale dużo lepsza od pierwowzoru. Bardziej dopracowana? Owszem. Ale jednak sama idea nie do końca mnie przekonuje.
Niech mi tylko ktoś podskoczy |
Survival horror od razu kojarzy mi się z dwoma produkcjami. Silent Hill i Resident Evil. Obie znacznie różnią się pod względem klimatu i sposobu na przetrwanie. Zwłaszcza w obecnych czasach widać spore różnice. Każda z nich wzmaga w nas inny rodzaj strachu. Za sprawą Left 4 Dead nie mamy takiego uczucia. To jedynie prosta wyrzynka tępych nieumarłych, gdzie przetrwanie polega na tym, aby jak najszybciej znaleźć drogę ucieczki i w ferworze walki zabić setki stworów. Zapomnijcie więc o ciekawej historii motywującej do kolejnych działań.
Wydarzenia w drugiej odsłonie przedstawiają dalsze losy zarażonych i czterech nowych bohaterów, którzy jakimś cudem przetrwali masakrę. Spotykają się na dachu budynku, biorą gnaty w ręce i rzucają w hordę rozszalałych zombie. Tak samo jak w poprzedniej części wybieramy jedną z postaci. Do dyspozycji jest tym razem cwaniaczek w białym garniturze, czyli Nick, zwinna i inteligentna Rochelle, duży Coach i młody Ellis, który przywołuje na myśl typowego wieśniaka. Wymienieni bohaterowie to w zasadzie odpowiedniki tych z jedynki.
Twórcy nie wysilili się zbytnio, aby popracować nad charakterami. Owszem, każdy z nich rzuca różnymi tekstami, ale daleko im do postaci o których będę pamiętał przez kolejne kilka lat. Są to zwykli bohaterowi, proporcjonalnie nudni do historii, którą opowiadają twórcy.
Otóż na temat fabuły w Left 4 Dead 2 nie będę się rozpisywać. Warto wiedzieć jedynie tyle, że nasi podopieczni muszą dotrzeć do jednej z dzielnic Nowego Orleanu, aby stamtąd zabrał ich samolot w bezpieczne miejsce. Tak samo jak w poprzedniej części gra została podzielona na Kampanie i Rozdziały. Już na samym początku mamy dostęp do wszystkich misji, także nic nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć grę od ostatniej. Tym razem jednak, są one połączone w jedną całość i tworzą pewnego rodzaju historię, zatem szkoda psuć sobie zabawę poprzez włączenie ostatniego scenariusza. Nie zmienia to jednak faktu, że zabieg odblokowanych poziomów jest potrzebny do rozgrywki online.
Impreza to tutaj się już dawno skończyła |
Do dyspozycji mamy pięć kampanii, a w każdej mniej więcej po 4-5 rozdziałów, które możemy również nazwać odcinkami. Przejście odcinka nie zajmie nam więcej jak około 15-20 minut, więc łatwo policzyć, że zabawy mamy niewiele. Zwłaszcza, że poziomy są do siebie bardzo podobne. Co chwilę towarzyszy nam ten sam klimat i lokacje. Szkoda, że twórcy nie postanowili trochę ich urozmaicić. Widać, że potencjał jest, ale trochę niewykorzystany.