Nie brakuje w ostatnim czasie gier z otwartym światem, gdzie gracz bez krępacji przemierza ogromne tereny i wykonuje misje, na które przychodzi mu ochota. Kolejną produkcją wpisującą się w ten rodzaj jest Red Dead Redemption. Co ją wyróżnia od konkurencji? Przede wszystkim to, że stworzyli ją magicy z Rockstar.
To oczywiście nie gwarantuje sukcesu, ale jest z pewnością sygnałem, który daje nam jasno do zrozumienia, że nie będzie to tani gniot. Tak też jest i tym razem, ponieważ Red Dead Redemption to wielka produkcja. Tym bardziej, że poprawia błędy poprzedniej części. Nie jest bezpośrednią kontynuacją, a jedynie pewnym nawiązaniem do Red Dead Revoler. Obu gier nie ma więc co porównywać, więc skupmy się na tej, która niedawno została wydana.
Historia naszego bohatera jest dość prosta i przypomina nieco tą, którą mogliśmy poznać za sprawą serii GTA. Wcielamy się w Johna Marstona, bandziora, który stara się żyć zgodnie z prawem. Ma on jednak do wyrównania pewne porachunki, będące jego głównym celem w życiu. Aby dorwać swojego oponenta John wielokrotnie posunie się do złych czynów, ale do tego czasu czeka go sielanka na farmie.
Na początku gra jest dość nieciekawa za sprawą licznych misji, które wdrażają nas w świat i sterowanie naszym bohaterem. Wszystko opiera się na prostych czynnościach jak ujeżdżanie klaczy, zaganianie bydła, czy polowanie na lisy, które dobierają się do tutejszych kurczaków. Tak samo jest w przypadku serii GTA, gdzie analogicznie trzeba najpierw przejść przez banalne zadanie typu dojedź do celu na czas, czy obij twarz kilku gościom. Później całość się rozkręca. Uczestniczymy w licznych strzelaninach, ratujemy dziewoje z opałów, czy tropimy wyjątkowo sprytnych bandytów. Nawiązań do gangsterskich serii Rockstar w Red Dead Redemption jest cała masa. Mamy mini gry jak na przykład poker, czy zadania poboczne (dostarczenie eliksiru zdrowia dla chorego, który leży na środku pustkowia).
Wspomniałem o tym, że Red Dead Redemption to ogromna produkcja. To wszystko ze względu na to, że Dziki Zachód jest wielki i naprawdę przepięknie zrealizowany pod względem wizualnym. Zaskakuje mnogość detali i różnorodność terenu. Małe jeziorka, wąwozy, tereny górzyste, czy bagna, to tylko kilka z nich. Przyznam, że obawiałem się tego, że gra zanudzi mnie swoją monotonią środowiska. W końcu co może być ciekawego w pustkowiach, gdzie miasteczka to kilkadziesiąt osób, bar, pięć domów i kościół? Otóż Rockstar wybrnął z tego znakomicie, ponieważ każda część tego świata jest zrobiona z niesamowitym rozmachem. Miasta są zróżnicowane w taki sposób, że czujemy w nich odrębny klimat. Mamy słoneczną farmę, albo z drugiej strony miasto złodziejów położone na mokradłach. Naszym oczom ukazuje się także rewelacyjnie zrealizowana kwestia oświetlenia i zmian warunków atmosferycznych.
To trzeba zobaczyć na własne oczy, zwłaszcza kiedy będziecie mogli poczuć na własnej skórze burzę. Ciemne chmury na początku kłębią się na niebie, a z czasem stają się coraz bardziej czarne. Zmaga się wiatr, a następnie widzimy błyskawice. Wszystko tak jak w rzeczywistości, aż czasami ciarki przechodzą, kiedy mkniemy w kłębach kurzu na koniu przez pustkowie w tak beznadziejnej pogodzie.
Niestety twórcy nie dopracowali wszystkiego do końca, ponieważ zdarza się, że postacie chodzą w powietrzu, albo zawieszają się w kącie pomieszczenia. Takie błędy są jednak rzadkością i powinny być wyeliminowane przy okazji pojawienia się odpowiedniej łatki.
Dźwięk również stoi na wysokim poziomie i akurat tutaj nie ma mowy o jakichkolwiek błędach czy niedociągnięciach. Ważnym elementem jest świetne dopasowanie gry aktorskiej do poszczególnych postaci, gdzie od razu możemy wyrzuć charakterystyczny akcent farmerów, czy innych osób reprezentujących konkretną grupę społeczną.
Wiemy już, że Red Dead Redemption nie zawodzi w kwestiach wizualnych i dźwiękowych. Co jednak ze samą rozgrywką? Tutaj również jest doskonale. Liczne walki są dynamiczne, mamy także system chowania się za przeszkodami, który bardzo dobrze się sprawdza i jest precyzyjny. Gra przy tym jest całkiem prosta, ponieważ celowanie jest automatyczne i do tego mamy możliwość spowalniania czasu, który pozwala dokładnie wymierzyć w przeciwnika. John Marston jest bardzo zdolnym jegomościem. Potrafi on także korzystać z lassa i wielu rodzajów broni. Nic nie stoi na przeszkodzie aby rozpocząć polowanie na bandziora. Pojawiają się wtedy dwie opcje. Albo dostarczamy go żywego za większą kasę, albo martwego. To pierwsze jest trudniejsze do wykonania, bo oprócz zabicia jego wszystkich towarzyszy, trzeba najpierw delikwenta postrzelić, a potem związać i wsadzić na konia. Jednak jest to opłacalne, bo zazwyczaj stawka za żywego jest dwa razy większa niż za denata. Takich misji pobocznych jest wiele w RDR. Na każdym kroku przejeżdżając przez pustkowia napotykamy na ludzi w opałach, czy zasadzki. Trzeba uważać, aby dama potrzebująca pomocy z popsutym wozem nie okazała się naszym ostatnim gwoździem do trumny.
 |
Rockstar po raz kolejny zrobił świetny produkt. Widać, że pracowali nad nim długo, bo rozwiązań i ciekawych elementów jest cała masa. Nie brakuje mini gier, dobrej fabuły, charakterystycznie zarysowanych postaci, doskonałej oprawy graficznej i dźwiękowej. To wszystko sprawia, że RDR będzie jedną z najlepszych gier tego roku. Jednak zastanawiacie się pewnie dlaczego nie wystawiam grze 10/10 skoro jest ona aż tak dobra. Otóż tak naprawdę Red Dead Redemption nie wnosi nic nowego do gatunku. To po prostu stary, dobrze sprawdzony rodzaj gry, który jest w nowym opakowaniu. Oczywiście opakowanie to jest kuszące, jednak jego zawartość wydaje się być dziwnie znajoma.